Daj człowiekowi wędkę, a nigdy nie będzie głodny – czy to możliwe w rodzicielstwie?

Daj człowiekowi wędkę, a nigdy nie będzie głodny – czy to możliwe w rodzicielstwie?

Kiedy myślę o wartościach, o fundamentach w rodzicielstwie, mam przed oczami właśnie ten cytat. Myślę sobie, ile razy w życiu dostajemy rybę, którą jest dla mnie rada, wskazówka, za którą podążamy, ale wciąż możemy nie mieć tej swojej wędki. I kiedy nie możemy zapytać, dostać porady, odpowiedzi od kogoś, nie umiemy jej znaleźć w sobie.

Znaleźć w sobie, nie mam na myśli sięgnięcie bezrefleksyjne po wzorzec, po nawyk, jakiś odruch tzw. intuicję, ale prawdziwie przemyślaną, uświadomioną własną odpowiedź. Po rozwiązanie, które z jakiegoś dla mnie powodu jest bardzo ważne i właściwe tu i teraz.

Czy ja zawsze miałam swoją wędkę? Absolutnie nie!

Jedynym drogowskazem były własne doświadczenia z domu rodzinnego. Wzorce obserwowane i wtłaczane nieświadomie od lat, których wcale  nie chciałam w większości powielać i odtwarzać. Ale jeśli nie masz nic więcej, to ruszasz po książki, bierzesz jak leci, pytasz tu i tam, a potem zostajesz z mętlikiem w głowie.

Myśl miałam jedną: „być idealną mamą”. Dziś uśmiecham się do siebie, kiedy o tym piszę, ale wtedy tak było, wiedziałam, czego nie chcę robić, ale nie bardzo wiedziałam, co w zamian może być lepsze. Wiedziałam, że trzeba coś przeczytać, czegoś się nauczyć.

I tak stawałam się mamą konsekwentną, moje dziecko mnie słuchało, wielu podziwiało, że tak sobie dobrze radzę, a ja byłam prawie pewna, że idę we właściwym kierunku.

Czy też o tym marzysz? Jeśli tak, to koniecznie przeczytaj do końca ten wpis.

niebieski obraz Wiolleta Przenniak-Cołta

Pewnego dnia ze wstydem, ze skruchą przyznałam się sama przed sobą – POLEGŁAM!

To nie stało się od razu, nagle, ale działo się powoli, od narodzin swojego ukochanego dziecka, od  zagubienia, przez kłótnie, kto wie lepiej, kto ma rację, odliczanie do trzech, uprzedzanie o konsekwencjach, twarde stawianie na swoim, przez frustrację, bezsilność, łzy, aż do pytania.

ALE JAK TO? DLACZEGO?

Pamiętam jeden dzień, gdy rozmyślając w kuchni o tym, że coś tu nie gra w tym moim matkowaniu, moja córka szła w moją stronę. Zwykła rozmowa z prędkością kosmiczną przybierała już wrogi, wojenny klimat, a wraz z nim odczuwałam głęboki ból, cierpienie.

NIE TAKA MIAŁAM BYĆ!

NIE TAKA MIAŁA BYĆ MOJA RELACJA Z CÓRKĄ!

GDZIE SIĘ ZAGUBIŁAM?

CO ZAGUBIŁAM?

Było mi trudno, ale tym razem zamiast dalej dowalać sobie w myślach, popatrzyłam na siebie, jak na bliską mi osobę. Zobaczyłam bezradną, zagubioną matkę, bez drogowskazu, bez wędki, ze stertą niszczących przekonań, kiepskich poradników itd. Uznałam swoją porażkę, swój ból i zaczęłam zadawać sobie pytania.

O co mi chodzi? Na czym mi tak naprawdę zależy? Co ja chcę osiągnąć?

Bo ani posłuszne, ani zbuntowane dziecko, ani konsekwentna matka, ani rezygnująca ze swojej roli matka nie dawały uczucia ulgi i satysfakcji. Co dla mnie w tym macierzyństwie jest ważnego?

I odpowiedź ukazywała się jedna, wyraźnie, za każdym razem ta sama.

Zależy mi na BLISKIEJ RELACJI, na zaufaniu.

Pragnęłam, by moje dziecko przybiegało do mnie z tym, co je cieszy, co je martwi, ale czy ja szłam w tę stronę? Nasza relacja, nasza rzeczywistość zdawała się oddalać od tego upragnionego celu.

Głupie poradniki miałam w głowie! A może sięgałam nie po te, co trzeba? Ale skąd wiedzieć, po które trzeba? Głupie rady! Łatwo osądzać, ale skąd samemu wiedzieć, które mi służą, które mogą być dla mnie dobre?

Rozumiecie? Odkryłam, że poległam, potem, że nie miałam swojej wędki, ani swojego drogowskazu.

droga do rodzicielstwa

UPADEK UŚWIADOMIONY

Potem odkryłam, co jest dla mnie najważniejsze!

PODNOSZĘ SIĘ I WYRUSZAM W PODRÓŻ

W tej podróży wiele się wydarzyło po drodze, ale odkąd zbudowałam fundamenty mojego rodzicielstwa, jest o wiele łatwiej. Fundamenty to wartości, które pomagają iść tą drogą, która przybliża mnie do tego, co dla mnie ważne. Wartości rozpisane w konkretne działania, które znajdują odzwierciedlenie w moim życiu. Dzięki czemu wszelkie rady, poradniki, wspaniali ludzie zachęcają do refleksji, ale decyzje i odpowiedzialność za nie biorę już na siebie. Nie dzielę się nią i nie przerzucam na innych. To ja jestem MATKĄ, która wie, dokąd i jaką drogą podąża, nawet gdy czasem się pomyli. Mam swój własny drogowskaz, który daje poczucie bezpieczeństwa, pewności, że wspinam się w życiu po tej drabinie, po której chcę i mam dziś pewność, że jakiekolwiek będą moje dzieci, jakąkolwiek wybiorą drogę, ja idę właściwą drogą. A że napotykam kałuże, dziury, kamienie, złamane gałęzie i różne rodzicielskie troski, już wiem, że to jest wpisane w ludzkie życie. Zarówno radość i cierpienie.

Gdybym miała dać Ci jedną radę, to zacytuję:

„NIE NALEŻY BAĆ SIĘ ZBYT DŁUGIEJ I KRĘTEJ DROGI,

NALEŻY BAĆ SIĘ ZŁYCH DROGOWSKAZÓW” Wiesław Czerpak-Nowina

Jeśli jesteś na mojej stronie, czytasz to, być może jesteś w tym momencie swojego życia, co kiedyś ja byłam. Może masz wiele niepewności i poszukujesz swojej drogi, swoich wartości, swojej siły. Jeśli czujesz, że to dla Ciebie dobry czas i jesteś przekonana, że najwyższa pora zająć się swoimi rodzicielskimi wątpliwościami i troskami, napisz do mnie.

Chętnie pomogę Ci odkrywać, co dla Ciebie ważne, byś jak najszybciej mogła być taką mamą, jaką chcesz i budowała takie relacje z dziećmi, na jakich Ci zależy.

Jestem beznadziejną matką! Czy chodzi o zerwane łącze?

Jestem beznadziejną matką! Czy chodzi o zerwane łącze?

Droga Mamo, czy cierpisz z powodu zachowania dziecka, czy obwiniasz się za wszystko, co ono zrobi i powie?

Czy doświadczasz frustracji i bezsilności z powodu zachowania swojego malucha?

Jeśli tak, to czytaj dalej.

Wszelkie brzydkie słowa, które dziecko wykrzykuje do matki, włącznie z „nienawidzę cię!”, „jesteś głupia”, oplucie, wypluty język lub podniesiona rączka dwulatka, słowo „NIE” – też interpretujesz jako brak skuteczności, jako swoją porażkę?

Podczas sesji mamy mówią, że kiedy doświadczają tych zachowań, pojawia się myśl:

„jestem beznadziejną matką, że nie potrafię wpłynąć na dziecko, jestem do niczego, nie radzę sobie” itd.

Na dodatek, kiedy kłopotliwe zachowanie dziecka zostaje skierowane przeciwko innej osobie, która podsumuje Cię „tak go wychowujesz, tak mu pozwalasz, jesteś za miękka, niekonsekwentna itd.?”.

Co dzieje się wówczas z Twoją wiarą w Twoje rodzicielskie umiejętności?

Czy pomaga Ci to w łagodnym traktowaniu samej siebie?

Jak zmienia się Twoje poczucie beznadziejności?

………………………………………………………………………………………………………………..

Ale czy zadajesz sobie pytanie, na ile to wszystko jest naprawdę o Tobie?

Wydaje Ci się, a może nawet jesteś przekonana, że coś źle tłumaczysz, skoro dziecko nie słyszy, nie przyjmuje argumentów i co jakiś czas znowu coś niszczy, zabiera, płacze, krzyczy…? Albo próbujesz się przekonać, że inne dzieci są spokojniejsze, nie płaczą tyle, nie są takie trudne itd. Przypomniało mi się ulubione powiedzenie znajomego: „trawa u sąsiada zawsze jest bardziej zielona”.

Zatem po pierwsze, chciałam Cię zapytać, czy wiesz, że kiedy Twoje dziecko jęczy, płacze, krzyczy, z różnych powodów, to niestety często pomimo swoich i Twoich najlepszych chęci, nie ma wtedy możliwości zrozumieć Ciebie?

Nie ma możliwości usłyszenia Twoich argumentów, a jego zachowanie jest powodowane tylko i wyłącznie chęcią zaspokojenia swoich potrzeb już od chwili narodzin (np. głodu, bliskości, poznawania świata, autonomii, zabawy i każda z nich jest tak samo ważna).

Dlaczego jednak mnie nie rozumie, kiedy tłumaczę?

Tak jest już od pierwszych dni życia dziecka, że część jego mózgu, tzw. kora nowa, odpowiedzialna za  kontrolowanie własnych impulsów, wyciąganie wniosków, kojarzenie faktów nie jest w pełni aktywna, kiedy dziecko robi to wszystko, co Cię tak bardzo irytuje.

Dlatego jest wielką nieprawdą i niesprawiedliwością powtarzanie, że niemowlęta wymuszają, manipulują rodzicami. One nie mają po prostu innych umiejętności komunikowania swoich potrzeb jak właśnie płaczem.

U dziecka dominują starsze ewolucyjnie i bardziej prymitywne części mózgu, w tym układ limbiczny, nazywany mózgiem emocjonalnym i tak zwany mózg gadzi, odpowiedzialny za reakcje na prawdziwe lub wyobrażone zagrożenie (reakcję walki, ucieczki, lub zamrożenia)[i].

Mało tego, ta kora nowa kształtuje się do 25 roku życia, a u dziecka jest jeszcze bardzo słabo uformowana.

I pomimo najlepszych chęci, Twojego stawania niemal na „głowie”, zawieranych z Tobą umów, dziecko nie jest w stanie długo jeszcze kontrolować swojego zachowania. Nie potrafi ot tak nagle przestać krzyczeć, czy zaprzestać robić czegoś, czego sobie nie życzysz.

Dodam, że dorośli też często nie potrafią zatrzymać się w swoich krzykach, wymyślaniach i podobnie do dzieci zwykle już za kilka chwil bardzo tego żałują.

Płaczący chłopiec

Jeśli jednak czasem Twoje dziecko nagle stanie się niby grzeczne, niektórzy mówią „postawione do pionu”, to dzieje się tak tylko na skutek dużego strachu i ogromnego stresu. Wtedy mózg dziecka jakby traci łączność z korą nową i działa z poziomu mózgu gadziego, nazywanego też niższym piętrem i przechodzi w stan tzw. zamrożenia, przeczuwając zagrożenie życia.

Staje się ciche, uważnie patrzy, a może siedzi w kącie lub swoim pokoju i jakoś sobie radzi (bardzo się boi), ale już nie walczy.

A  jaka jest Twoja interpretacja?

Interpretujesz te kłopotliwe zachowania, jako złośliwości, jako efekt złego wychowania, jako swoją porażkę?

Ale czy możesz przeskoczyć skoki rozwojowe u dziecka, czy możesz sprawić, że kora nowa, która kształtuje się przynajmniej do 25 roku życia (niektóre źródła podają, że do 28, a niektóre, że przez całe życie człowieka) będzie w pełni rozwinięta np. u dwu- czy trzylatka?

Co te fakty mówią Ci o Twoim rodzicielstwie? Co one mówią o Tobie?

To, że dziecko nie radzi sobie z emocjami, to nie jest informacja o Tobie. Fakt, że dziecko zachowuje się niezgodnie z oczekiwaniami, to też nie jest informacja o Tobie. To informacja o Twoim dziecku.

Kiedy zaakceptujesz te fakty, że dzieci tak mają, że ich mózg się jeszcze rozwija, i ze żadne z tych kłopotliwych zachowań nie jest skierowane przeciwko Tobie, ani o Tobie, będziesz mogła świadomie wybierać na czym chcesz skoncentrować swoje działania.

„Panie, daj mi cierpliwość, abym umiał znieść to, czego zmienić nie mogę;

daj mi odwagę, abym umiał konsekwentnie i wytrwale dążyć do zmiany tego, co zmienić mogę;

i daj mi mądrość, abym umiał odróżnić jedno od drugiego” Marek Aureliusz

„Cieszę się, że zwróciłaś uwagę na to pytanie, które rodzice sobie często zadają – ‘czemu dziecko mnie nie słucha?’. Kojarzy mi się tutaj coś, co chyba wielu z nas zdarzyło się powiedzieć do dziecka: ‘ile razy mam ci jeszcze powtarzać?’ albo ‘mówiłam przecież milion razy, że nie wolno’ itp. A dzieci po prostu – nie słyszą nas, nie rozumieją, zapominają albo się rozpraszają. I to jest wszystko normalne, wpisane w rozwój. Wiele też już tu wyjaśniłaś. Myślę sobie, że jako rodzice chcemy być skuteczni. Czytamy poradniki, zapisujemy się na wykłady, kursy, śledzimy blogi rodzicielskie albo lepiej – sami mamy wykształcenie psychologiczne czy pedagogiczne i chcemy wprowadzić wszystkie mądrości, które postrzegamy jako wartościowe. Dodatkowo mierzymy się z tym, „co u sąsiada w ogródku” albo przeżywamy to, że nasze wybory różnią się od wyborów naszych rodziców czy rodziców męża/partnera. Tracimy gdzieś pewność siebie, wątpimy w nasze zasoby, gubimy łącze z rodzicielską intuicją. Wydaje mi się, że dzisiaj bardzo ważne jest, aby zadbać o przestrzeń, w której możemy naładować baterie, poczuć się pewnie z podjętymi decyzjami. Bardzo podoba mi się tytuł książki Agnieszki Stein: ‘Dziecko z bliska’. Przyglądajmy się swoim dzieciom, obserwujmy ich rozwój i bądźmy zaciekawieni. To nie walka: ‘rodzic’ kontra ‘dziecko’, ale wspólna droga. Dzieci przyglądają się także nam i biorą wszystko, bo jesteśmy dla nich najważniejsi. Przyglądajmy się też samym sobie. Warto wsłuchać się w te wszystkie trudne chwile, kiedy czujemy, że złość przybiera na sile i zaraz ‘trafi nas szlag’. I ten ‘szlag’ pewnie nie raz się odezwie. Sposoby radzenia sobie ze złością (własną czy naszego dziecka) to jedno i jest na to czas. Ale zgoda na to, że nie będzie idealnie, że coś się po ludzku zepsuje, że nie przewidzimy wielu sytuacji, że nie raz ktoś nas oceni, może przynieść wiele ulgi już w samym myśleniu o rodzicielstwie”.

Co jest zatem o Tobie?

Czy zdarzyło Ci się nakrzyczeć, choć już sobie obiecałaś, że nie będziesz?

Czy zdarzyło Ci się wymyślać kary, szantażować, manipulować, choć już obiecałaś sobie, że nie będziesz?

Czy zdarzyło Ci się odsyłać dziecka do pokoju, by się uspokoiło, choć wiesz, że jest to strategia niszcząca dziecko i relację z dzieckiem?

Niestety, nam dorosłym też zdarzają się takie zachowania, bo u nas również kora nowa może nie być w pełni aktywna, kiedy się tak denerwujemy. Wyobraź sobie, że z każdą chwilą zalewania Cię trudną emocją, łączność jest coraz słabsza, aż doprowadza do utraty kontroli. Zaczynasz działać w wielkim strachu, że dziecko już zawsze będzie tak krzyczeć, że zawsze będzie już takie „niegrzeczne” i szybko chcesz temu przeciwdziałać. Ale jak ochłoniesz…

Żałujesz, masz poczucie winy, źle Ci z tym i możesz sprawdzić, czy następnym razem pójdzie ci lepiej, czy potrzebujesz czegoś się nauczyć.

Być może potrzebujesz nauczyć się dbać o swoje zasoby, odpuszczania, wybaczania samej sobie?

Być może potrzebujesz dowiedzieć się, czy chcesz się zmieniać i jak?

I co w tym ważnego dla Ciebie?

Po co miałabyś się zmieniać?

Jaka chciałabyś być?

O co chciałabyś zadbać sięgając po nowe strategie i jakie wartości pielęgnować?

Kiedy się nauczysz radzenia sobie z emocjami, dbania o swoje zasoby, co zyska Twoje dziecko, co zyska Twoja relacja?

Zapytaj siebie także, kto będzie Ci bardziej pomocny w procesie zmiany (ktoś kto cię skrytykuje, dokręci przysłowiową śrubę, oceni, czy może ktoś, kto okaże wsparcie, zrozumienie)?

*Być może w tych rozważaniach o sobie, poszukiwaniach odpowiedzi pomoże Ci powrót do swoich dziecięcych doświadczeń.

 

Autor: Wioletta Przenniak-Cołta

Artykuł komentowała: dr nauk o rodzinie Agata Majewska – mama 3-letniej Hani i 5-miesięcznej Róży, autorka bloga o rodzicielstwie „Mama Sowa”

[i] Self-Regulation. Opowieści dla dzieci. O tym, jak działać, gdy emocje biorą górę. Agnieszka Stążka-Gawrysiak

Zapytaj o wolne terminy

  






* Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych.

Zapis udany! Dziękujemy