Urodziłaś – czy to powód, żeby sobie dowalać?

Urodziłaś – czy to powód, żeby sobie dowalać?

W połogu trzeba sobie jeszcze bardziej dowalić?

Piszę dziś pod wpływem chwili. Od kilku dni przyglądam się Mamom, ale też samej sobie, jak czasem chętnie lubimy sobie dowalać. Dlaczego tak się dzieje, dlaczego nie przerywamy tej pętli samozniszczenia?

Na to, że ktoś nam powie lub zrobi coś przykrego, nie mamy czasem żadnego wpływu. Nie zawsze uda nam się uchronić, ale okazuje się, że naszym największym wrogiem jesteśmy czasem my sami.

Po kilku sesjach z ostatnich dni, gdy w sercu mam dużo podziwu dla każdego, kto w jakiś sposób zaadoptował się do tej wyjątkowej sytuacji, raz lepiej raz gorzej, ale jakoś sobie radzi, wyjątkowo trudno mi przyglądać się cierpieniu, które sami sobie fundujemy.

Jako matki narzucamy sobie bardzo wysokie wymagania. Jakie?

Zdążymy ze wszystkim, dla wszystkich i oczywiście zawsze.

Z jednym małym ale… Swoje potrzeby, siebie, swoje smutki i trudne emocje odkładamy gdzieś na potem. Nasze zasoby maleją, kiedy dopada nas zmęczenie, narasta frustracja, jest nam coraz trudniej radzić sobie z sytuacjami życia codziennego. Zamiast zatrzymać się i okazać sobie choć odrobinę współczucia, robimy sobie wyrzuty.

Wyrzucamy…

Pierwsza grupa kobiet, o których chciałam dziś szczególnie napisać, to kobiety po porodzie. Której z nas poród przebiegł zgodnie ze scenariuszem i własnym wyobrażeniem? Ile z nas powie o sobie, że było super, byłam ekstra?

Kiedy rozmawiam z Matkami, bywa różnie i chciałabym na chwilę pobyć przy Matkach, których porody były właśnie inne od tych zaplanowanych, wymarzonych, gdzieś stanowią źródło smutku i rozczarowania. W zderzeniu z opiniami innych matek, nie zawsze spotykają się ze zrozumieniem, czy niezbędnym wtedy wsparciem.

Jestem przekonana, że poród zawsze jest czymś wyjątkowym, nieprzewidywalnym i niepowtarzalnym. Jednak w czasie kwarantanny, pandemii z powodu koronawirusa, myślę, że jest kobietom znacznie trudniej. Do tak niedawna pełne pozytywnych nadziei, że będą rodzić razem, będąc blisko siebie, trzymając się za rękę, teraz muszą same wejść już za drzwi szpitala. Czeka tam już inny świat, niż ten sprzed 12 marca. Pełno sterylnych rękawiczek, sprzętów, kontrola stanu zdrowia, Twoich wyjazdów w ostatnich tygodniach, to wszystko budzi dodatkowy lęk. Nic nie jest już takie, jak było jeszcze niedawno.

I mogłabym się rozpisywać, ale najlepszym źródłem są same Matki, które rodzą dziś swoje maleństwa.

Jednak nawet tak wyjątkowa, trudna, nieprzewidywalna  sytuacja nie powoduje, że stajemy się dla siebie lepsze. I wyrzucamy sobie dokładnie to, z czego jesteśmy niezadowolone, dokładając do naszych zranień kolejne zdania. Przykłady? Proszę bardzo!

„Mogłam poczekać…”

„Mogłam podjąć może jakąś inną, lepszą decyzję…”

„Nie dałam rady urodzić tak, jakbym chciała, no niby były medyczne wskazania, ale może mogłam coś zrobić lepiej…”

„Mogłam się lepiej przygotować…”

I nawet, gdy usłyszysz, przeczytasz, że skoro nie zrobiłaś inaczej, zrobiłaś tak, jak zrobiłaś, to znaczy, że wtedy lepiej nie mogłaś zrobić i tak nie odczuwasz wsparcia. Twój wewnętrzny krytyk, niczym wrodzona, a może nabyta jednak zdolność do samokrytyki jest obecna i aktywna niemal cały dzień. Kiedy się budzisz i kiedy zasypiasz, przekonujesz się, że może mogłaś zrobić coś lepiej.

Zauważasz, że stajesz się coraz smutniejsza, bardziej sobą rozczarowana, zawiedziona, ale to Cię wciąż nie powstrzymuje przed dokładaniem sobie kolejnych zarzutów.

Jesteś nawet w stanie przewidzieć, jaka staniesz się za jakiś czas, jeśli nadal, nieustannie będziesz  dokładać sobie tych negatywnych opinii. Możesz przewidzieć, jak to wpłynie na twoje relacje z innymi i z Twoim ukochanym dzieckiem. Czyż nie obróci się to też przeciw niemu, czy za chwilę nie pomyślisz, że to przez nie byłaś nie taka, jak chciałaś? Że to przez ten poród gdzieś coś zawaliłaś?

Spirala negatywnych myśli jest jak odkurzacz, który wciąga i w pewnym momencie trudno mu się wywinąć. Czy to droga do depresji? Często tak.

Dlatego zachęcam Cię do zaprzestania osądzania siebie i oceniania. Do spojrzenia na siebie jak na najlepszą przyjaciółkę. Czy jej też byś powiedziała, że mogła lepiej?

Na jednej z sesji z Mamą po porodzie pracowałyśmy właśnie nad tymi myślami. Trudnym doświadczeniem było wymyślenie słów, zdań, które miałyby być dla niej pocieszeniem, ale dla przyjaciółki wypłynęły prosto z jej serca. Słowa prawdziwe, współczujące, delikatne i dające zrozumienie, poczucie bezpieczeństwa i bycia ok.

Wejście w rolę kogoś innego to jedno z narzędzi stosowanych w pracy coachingowej, uruchamia inną perspektywę, kreatywność i daje dostęp do rozwiązań, które czasem nie były dla nas długo dostępne.

Podzielę się z Wami, tym, co ta Mama powiedziałaby do każdej z Was, której jest trudno, było trudno, a sama od dziś mówi to też do siebie i rozwija umiejętność samowspółczucia i okazywania sobie troski i potrzebnego wsparcia.

„Widzę, że jest Ci ciężko, widzę, że cierpisz”

„Jestem z Tobą, rozumiem Cię, przytulam”

„Urodziłaś swoje dziecko, to jest dla mnie argument, żeby Cię podziwiać”

„Byłaś tam sama, podołałaś tak wielkiemu zadaniu, jakim jest urodzenie dziecka, tak po prostu”

„Podjęłaś najlepszą decyzję, jaką wtedy mogłaś podjąć”

„Jesteś bardzo dzielna, silna, odważna, podziwiam Cię, bo urodziłaś w takim momencie, kiedy było bardzo stresująco, dużo lęku, dużo niepewności, właśnie odwołano rodzinne porody. Ty urodziłaś bez męża, bez douli, bez wsparcia bliskiej osoby. Urodziłaś, siłami natury czy przez cięcie cesarskie, urodziłaś! Podziwiam Cię!”

Na koniec polecam Ci książkę Brene Brown „Dary niedoskonałości”. Kiedy zostajesz matką, przed Tobą ciekawa, może piękna, ale też może trudna podróż. Dlatego też sięgnij do tej książki, poczytaj, jak ze wstydem, ze złymi myślami rozprawiła się autorka. Z tej książki pochodzi też poniższy cytat:

„Chwila, kiedy współczujemy sobie, może zmienić cały nasz dzień.

Kolejne takie chwile – całe życie”

Christopher K.Germer

Kiedy masz w głowie tyle przykrych słów, które do siebie kierujesz, nie umiesz przestać ich powtarzać i wciąż je słyszysz, a chciałabyś odnaleźć w sobie wsparcie, zapisz się do mnie na sesję. Przyjrzymy się temu uważnie, wypracujemy Twoje sposoby na okazywanie sobie troski i wsparcia, sprawdzimy bariery, które musisz pokonać, by zapoczątkować ten proces opiekowania się samą sobą.

Jeśli czujesz, że to już ten czas i że chcesz skorzystać z mojego wsparcia, po prostu się zapisz i nie odkładaj na potem SIEBIE! Bądź dla siebie ważna.

Czekam na Twojego e-maila.

Zapytaj o wolne terminy

  






* Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych.

Zapis udany! Dziękujemy