Jestem zmęczona byciem mamą!

Jestem zmęczona byciem mamą!

Wyciągam kartę z informacją od wszechświata „ZATRZYMANIE”, myślę, ciekawe w jaki sposób przyda mi się podczas dzisiejszej sesji.

Klientka przyszła pełna emocji, historii i z entuzjazmem opowiadała. Mogłybyśmy przegadać sesje, ale przecież nie o to w sesji coachingowej chodzi. Zależy mi, aby klient coś sobie uświadomił, odkrył, wypracował, dlatego postanowiłam zatrzymać naszą rozmowę i zapytać klientkę, czy chce kontynuować historię, czy może woli rozpocząć pracę nad swoim celem w tym obszarze.

Pamiętaj – ostatecznie klient decyduje.

Moment opowiadania, tzw. oczyszczania mógłby trwać całe spotkanie, bo czasem tak się zdarza podczas sesji i to jest w porządku. Jednak kiedy klient przychodzi z celem lub z czymś co chce zmienić, warto sprawdzić, czy już jest gotowy do pracy nad celem. Zaproponowałam dziś pracę z kartami, bo czasem, gdy temat wydaje się bardzo szeroki, rozległy, one skutecznie wspierają w trzymaniu się tematu i kierunku podążania za tym co ważne.

Pytacie mnie czasem, z jakimi tematami, problemami można się do mnie zgłaszać? Dziś np. przyszła mama maluszka, która nieśmiało oznajmiła:

JESTEM ZMĘCZONA BYCIEM MAMĄ.

To moment w życiu kobiety-matki, w którym zaczyna brakować zasobów na zajmowanie się dzieckiem w sposób, jaki sobie wymarzyła. Nudzą, męczą, a nawet denerwują już wszystkie zabawy, frustrujący jest brak czasu dla siebie i coraz głośniej daje znać o sobie potrzeba, która krzyczy „Hej, a gdzie ja, MATKA? Czy potrzeby matki mają jeszcze jakieś znaczenie?!”.

Po chwili jednak jest myśl, że brak czasu na własne potrzeby, że dziecko najważniejsze, że tak musi być. Zatem zaczęłyśmy z pytaniem:

 „O co właściwie mi chodzi? Co tak naprawdę jest dla mnie ważne?”

Wraz z tym pytaniem przyszła myśl o podróży. Mama odkrywa, czego jej brakuje.  A brakuje sporo i wszystko to ma zastąpić cudowny czas z dzieckiem. Klienta słyszała, że połóg bywa bardzo trudny, ale potem miało być już tylko lepiej, a w rzeczywistości wszystko zdaje się zawodzić. Przygniata liczba obowiązków, przygniata poczucie winy, oczekiwania. I jak tu sobie radzić?

Opowieść o trudach trwa. Rozmawiamy o potrzebie zmiany pracy, o potrzebie wyzwań, rozwoju, o istocie relacji w obszarze również zawodowym i coraz trudniej wyobrazić sobie to wszystko w życiu zmęczonej mamy.

„Co mnie powstrzymuje, co ciągnie do tyłu by podążać za tym czego pragnę?”

Klientka sięga po kartę i kiedy widzi napis UWIĄZANIE oraz zardzewiałą śrubę, smutno się uśmiecha. Mówi, że czuje się właśnie jak ta śruba przybita do krzyża, taka uwiązana, co sprawia, że nic nie może robić z tego co pragnie. Jest zmęczona, zniewolona, sfrustrowana, co pogłębia porównywanie się z tymi, którzy nie mają sprzątaczki raz w tygodniu, niani od 9:00-17.00, a jednak sobie radzą, a ona nie.

Przekonanie już się włączyło „INNI RADZĄ SOBIE LEPIEJ”, co znów oznacza, że matka nie jest wystarczająco dobra, zaradna, a na pewno nie jest idealna.

Idealnych rodziców nie ma! Porównywanie nie pomaga, osłabia!

Ty masz wybór, jaką myśl wybierzesz, czy tą co Cię wspiera, czy tą co Cię ogranicza.

Zauważa kolejne niedociągnięcia w swoim działaniu, ocenia się surowo. Dostrzega, że nawet nieefektywnie wykorzystuje czas obecności niani. Wybiera przygotowanie obiadu, sprzątanie, a swoje  pragnienia o rozwoju zostają odkłada do sfery nieprzyzwoitych marzeń.

Przekonanie „Matka, która dba o swoje potrzeby jest egoistką”. To częste przekonanie, które sprawia, że Mamy rezygnują z dbania o siebie, bo to wg nich nie jest fair, rola matki zakrywa wszystkie inne. Czy to na pewno służy Mamie, dziecku, rodzinie?

Zastanawiamy się wspólnie, jak to jest dawać więcej niż się chce dawać, jak to jest, gdy z jednej strony czuje się potrzebę zaangażowania w opiekę nad dzieckiem w 100%, a z drugiej jakiś wewnętrzny głos wzywa Cię do zauważenia samej siebie. Dylematy jak zadbać o siebie, skoro wtedy zaniedba się dziecko, czy to na pewno dobry pomysł, skoro inny głos wewnętrzny mówi, że dbając o siebie, jesteś egoistką, przypomina jak możesz stawiać dziecko nie na pierwszym miejscu, jak możesz myśleć o sobie skoro jesteś matką?!

Wewnętrzny krytyk nie śpi, ale są też wzburzone już Twoje potrzeby, wołające o ich zauważenie.

Wewnętrzny krytyk sprawia wrażenie, że bez znaczenia jest fakt, iż od 14 miesięcy nosisz, karmisz i usypiasz przy piersi, że jedyny moment, gdy pozwalasz sobie zniknąć to jest wyjście do toalety, że wszystkie wyjścia, rozmowy i podejmowane działania od prawie roku (uwzględniając okres ciąży) są skoncentrowane na dziecku i o dziecku. Prawie w to wierzysz, że to jest normalne i nie możesz w pełni korzystać ze wsparcia, bo musisz być stale obecną i zaangażowaną matką.

„Kładziemy” potrzeby na wagę.

Zauważasz, że szala dbania o swoje i o dziecka potrzeby mocno przechyliła się w jedną stronę. Twoje potrzeby są zaniedbane, odkładane, a jak to się może skończyć, jaki wzór budujemy dla dziecka, czy to jest na pewno to co chcemy, by dziecko powielało? I tu przychodzi chwila refleksji. Przychodzi słowo RÓWNOWAGA.

Ale kto to widział dbać o równowagę w swoim życiu, czy  to wypada, czy tak można, czy to dziecku nie zaszkodzi, skoro dziecko nie może płakać, skoro trzeba odpowiadać na jego potrzeby, czy to możliwe czy to moralne? Wartość- miłość i troska do dziecka wydaje się być jedynym dobrym celem dla świeżo upieczonej mamy.

Mając tyle wątpliwości i obaw, wydaje się zrozumiałe zwątpienie, że w rodzicielstwie bliskości jest miejsce na zaspokajanie potrzeb innych członków rodziny. Równowaga jest jednak istotnym elementem tej filozofii. Agnieszka Stein, psycholożka dziecięca, promotorka tejże filozofii w Polsce podkreśla w swojej książce, że

dorosły, którego potrzeby są chronicznie niezaspokajane, nie jest w stanie efektywnie dbać o dziecko. Zaleca, aby zmęczony dzieckiem lub dziećmi rodzic jak najszybciej zmienił trochę priorytety i postawił dbanie o siebie wyżej niż do tej pory.

Dlaczego miałby to robić i czy to na pewno nie zaszkodzi dziecku?

Klientka poproszona o wyobrażenie sobie siebie za kilka miesięcy jeśli nic nie zmieni doskonale widzi, że jest wycieńczona i właściwie upada. I właśnie dlatego by zapobiec takiej sytuacji, w której dziecko zacznie na tym zwyczajnie cierpieć A. Stein zachęca by świadomie ładować swoje akumulatory, by nie czekać do momentu, aż rodzic przestanie swoje dziecko lubić.

Zachęca, by NIGDY NIE REZYGNOWAĆ Z TROSZCZENIA SIĘ O SIEBIE.

Dodatkowo wyjaśnia, aby nie mylić prawdziwej troski o swoje własne potrzeby z zaspokajaniem społecznych oczekiwań dotyczących tego, co powinna robić i jak prezentować się zadbana kobieta. Dla każdego z nas dbanie o siebie oznacza coś innego i warto dać sobie do tego prawo, że dla jednego to będzie wyjście na spacer, dla innego poleżenie na kanapie lub poczytanie książki, dla kogoś jeden dzień w innym otoczeniu itd.

Dla mojej klientki to udział w konferencji, szkoleniu rozwojowym, spotkania z ludźmi i rozmowy na absolutnie inne tematy niż dzieci, to pójście na masaż, sport na świeżym powietrzu, bycie z samą sobą.

A co dla ciebie jest dobrym pomysłem na ładowanie akumulatorów?

Podsumowując, abyś mogła skutecznie wspierać swoje dziecko, być rodzicem jakim chcesz, potrzebujesz nie tylko wiedzieć jak to robić, ale też mieć siłę i zasoby. One zaś wymagają codziennego, systematycznego ładowania akumulatorów.

Mamy jednak często czują się osamotnione, zagubione w swoim macierzyństwie, przytłoczone ilością obowiązków, aż w końcu wybuchają:

„Mam dość! Jestem zmęczona byciem Mamą!”.

Taka sytuacja okazuje się też możliwa pomimo wsparcia męża, niani, gosposi, rodziny. Jak to możliwe zapytasz? Możliwe, bo mama tak jak moja klientka z dziś,  nie daje sobie chwili wytchnienia, odpuszczenia kontroli? Co jej nie pozwala dobrze się poczuć?

Co sprawia, że nie korzysta ze swoich możliwości w pełni, że nie wie czego potrzebuje, by budować równowagę, a właściwie by chcieć ją budować?

Kiedy analizujemy przeszkody (klasyczne typu dzień za krótki, obawy, że ktoś nie zrobi tego tak dobrze jak ja), z zatajoną informacją przychodzi karta „PRZEBACZENIE”.

Zapada cisza, karta niby nijak się ma do kwestii o której rozmawiamy. Ale jednak pada pytanie

„o czym chce ci powiedzieć ta karta?”

Po chwili namysłu jednak klientka cicho i spokojnie odpowiada

„Moje dziecko by mi przebaczyło, że nie jest na pierwszym miejscu..?

 Zobaczyłoby, że wszyscy jesteśmy ważni”.

Z nutą niepewności, wewnętrznego osądu słychać, widać, jak czuje się nie w porządku na samą myśl, że miałaby o siebie dbać, dać sobie czas, uważność… Wewnętrzne przekonanie, że mama nie ma prawa dbać o siebie staje się być tak bardzo wyraźne. A skąd przyszło? Z dzieciństwa niestety, dlatego zostało uznane za najwyższą prawdę, wbrew temu co dziś wydaje się bardziej rozsądne, pewniejsze od tego do czego zachęcają autorytety. Dlatego na nic się tu przyda sama znajomość strategii ładowania zasobów, ta wiedza na tym etapie będzie bezużyteczna.

Krokiem pierwszym jakie musi podjąć klientka, by mogła iść dalej to praca z przekonaniami. To one stanowią faktyczną blokadę w sięganiu po swoje marzenia. Te głosy matki, siostry, stale przypominają, że klientka jest egoistką. To moja klientka, musi stworzyć swoją definicję egoizmu, sprawdzić ją i wybrać, w jaką myśl chce wierzyć.

Ja będę jej dalej towarzyszyć w tej podróży.

Twój bliski coach Wiola.

Zapytałam zatem ponownie, czy patrząc na podróż, której pragnie, równowagę, której nie ma, jaki ma obecnie cel? Z całą nagle pewnością odpowiedziała:

Ruszyć w podróż, budować równowagę?

Dopytałam czy na pewno? Przytłaczający był obraz przechylonej szali zaspokajania potrzeb dziecka, do swoich w jedną stronę. Odpowiedź brzmiała tak.

Tym razem klientka zapytała mnie z poczuciem gotowości do zmiany swoich priorytetów, czy polecę jej jakąś książkę z różnymi strategiami zaspokajania potrzeb dziecka.

ZATRZYMANIE

Jestem pewna, że rodzice mają głowę pełną rożnych rozwiązań, pomysłów i w sumie mogłybyśmy dziś uruchomić do nich dostęp, pokusić się o sięgnięcie do książek, na blogi itd. Ale czy to na pewno chodzi o strategie zaspokajania potrzeb dziecka?

Zapytałam zatem, co powstrzymuje moją klientkę tak naprawdę robić dziś to co chce robić dla siebie? Tak jak podpowiadała mi intuicja, klientka sama odkryła na sesji, dopiero tu i teraz, że faktyczną blokadę stanowi przekonanie:

„Jestem egoistką”. Słyszała to od zawsze.

Co zatem przed nami, poszukiwanie strategii? Nie, bo mama nie skorzysta z nich dopóki nie przepracuje odkrytego przekonania, które nie pozwala zrobić kroku na przód. Przekonanie, które sprawia, że wierzy, iż nie zasługuje na traktowanie siebie z miłością i swoich potrzeb z taką samą troską jak potrzeby dziecka.

Przeszkody nie wolno ignorować.

Matka ponosi porażkę?

Matka ponosi porażkę?

Miała być joga, zwyczajny wieczór pracy z ciałem. Pies z głową w dół, pies z głową w górę…

Jakże bardzo te dwie pozycje jogi mają się do porażki, którą Magdalena Dziedziak-Wawro nazwała „sukcesem w stroju roboczym”… (M. Dziedziak-Wawro: Alfabet szczęścia z coachingiem w tle i kotem na kolanach, 2018).

Porażka każdemu kojarzy się z czymś innym.

Dla niektórych porażka to coś niewyobrażalnego, co zdarzyło się tylko im. Oni nie wierzą, że mogą się podnieść – tak po prostu: podnieść – po porażce.

Dla niektórych, i tym chyba jest w życiu znacznie lepiej, porażka to lekcja, to rozwój, to nowe doświadczenie przynoszące refleksje, naukę nowego i otwierające możliwość zmiany na lepsze.

A jak Ty patrzysz na porażki? Przypomnij sobie jakieś doświadczenie życiowe, które postrzegasz jako porażkę. Pewnie przykre, przywołujące trudne emocje.

Ponieważ moją miłością jest zajmowanie się relacjami rodzic – dziecko, to poddaję swoją myśl… Jaka porażka matki/ojca przychodzi Ci do głowy?

Tego wieczoru słowa porażka-matka przywołały w mojej głowie to wspomnienie.

Pewna kobieta głosem pełnym bólu i smutku opowiadała mi kiedyś o swojej utraconej relacji z córką. Najpierw myślałam, że wszystko da się jeszcze naprawić, nadgonić, wyjaśnić, odbudować, ale w miarę trwania opowieści ta myśl stawała się bledsza i coraz mniej realna. Pomimo tego, że córka miała dopiero 19 lat, całkowicie zerwała kontakt z matką. Czy wtedy można coś jeszcze zrobić?

Chyba tylko sobie wybaczyć, by zyskać ukojenie i wewnętrzny spokój. Ale czy można coś zrobić z relacją?

Zobaczyłam też matkę, która cierpiała na ogromny ból głowy. Wydawało się, że od tego bólu głowa fizycznie naprawdę pęknie. Zdawało się, że to tu, na łóżku, w pięknej sypialni, kiedy oczy małej dziewczynki są z ukrywanym wielkim strachem wpatrzone w matkę, ona zakończy swój żywot. W tym bólu matka odkryła, że pomimo iż sama bardzo kochała swoją córeczkę, ona mogła wątpić w tę miłość. Matce przypominały się wszystkie kłótnie o bałagan w pokoju, o skarpetki na podłodze, o nie odniesiony talerzyk, o spanie pomimo dzwoniącego budzika, o jeszcze nie zawiązane buty… W głowie pulsował wielki, ciężki, tępy ból, a matka wciąż słyszała te wypowiadane przez siebie przykre słowa. Ból psychiczny był jeszcze większy, bo bała się, że może nie zdoła już tego naprawić. I miała tylko jedną myśl: „Panie Boże, daj mi proszę jeszcze jedną szansę, błagam”… Dziś może przyznać, że odnalazła sposób na okazywanie swojej miłości, odbudowała to, co utraciła – rany pozostały, ale są też nowe, dobre wspomnienia. Czy nieradzenie sobie z bólem było porażką czy – spróbujmy popatrzeć na to z innej perspektywy – przyczyniło się do sukcesu?

Matka wspomina swoją bezsilność, mówi, jak czasem trudno wytrzymać i nie krzyknąć na dziecko. To postrzega jako porażkę – frustracja matki, jej niemoc wyzwala krzyk.

Jeśli nic z tym nie zrobi, ów krzyk będzie porażką i nie wniesie nic dobrego w życie. Spowoduje jedynie jeszcze większe poczucie winy i bezradności. Ale jeśli sięgnie do źródeł swojego krzyku, niezaspokojonych własnych potrzeb, być może lepiej pozna samą siebie, a dzięki temu będzie mogła się zmieniać i być dla swojego dziecka taką, jaką pragnie być.

Inna matka, która dostrzegała toksyczność partnera swojej córki, postanowiła jej pomóc. Tłumaczyła,  co mężczyzna powinien wnosić do związku, jak powinna wyglądać zdrowa relacja z drugim człowiekiem. W odpowiedzi córka powiedziała do matki: „Mamo, a co ty mi pokazałaś? Tata był zawsze bierny, nic nie wnosił, ty latałaś koło niego jakby był pępkiem świata”. Ten związek – małżeństwo – jawił się matce dziewczyny jako życiowa porażka, ale zakończona sukcesem, bo doszło do zakończenia relacji, w której nie było zaangażowania, radości, wspólnych marzeń. Sukcesem był tu przede wszystkim własny rozwój, przepracowanie trudnych tematów, poznanie siebie, polubienie i odkrywanie piękna życia, dzielenie się nim z innymi.

Chcąc nie chcąc, warto wiedzieć, że dzieci – niezależnie od tego, czy nam się to podoba czy nie – uczą się przez naśladowanie wzoru.

Jakim zatem jesteś wzorem? Czy jeśli Twoje dziecko podążać będzie Twoim śladem, będziesz szczęśliwa?

Kiedy wspominamy rodzicielskie porażki, przychodzą nam do głowy też wspaniałe chwile, te, które postrzegamy jako sukces. Sukces już nie „w stroju roboczym”, ale odświętnym. Cieszymy się na samą myśl o tym sukcesie, na samo jego wspomnienie.

Czy masz takie chwile? Jeśli tak, to sięgnij do nich. I podziel się nimi, delektuj. Świętuj swoje sukcesy.

Matka miło spędziła dzień z córką. Nagle córka wyciągnęła coś i powiedziała: „Mamo, namalowałam obrazek i pomyślałam, że podaruję go Tobie. Ty jesteś zawsze taka wesoła i radosna”.

Ta sama mama, kiedy obudziła się rankiem, znalazła pod drzwiami sypialni kartkę. Wspomina: „Spodziewałam się od nastolatki  tekstu »Nie budź mnie, nie trzaskaj, bądź cicho…«, a znalazłam: »Kocham Cię, Mamo, dobrego dnia«”.

 

Ćwiczenie dla Ciebie.

Jeśli już przywołałaś wspomnienie trudnej, może dramatycznej sytuacji ze swojego życia, może nawet ponownie poczułaś ból, cierpienie, bezsilność, to sprawdź:

  • czym jest dla Ciebie porażka?
  • jeśli doświadczasz porażki to …
  • czy porażka to stały element Twojego życia?
  • co nowego przyniosło to doświadczenie?
  • czego Cię nauczyło?
  • czego nowego się o sobie dowiedziałaś?
  • do czego ważnego Cię przybliżyło?
  • w jakim obszarze Cię wzmocniło?

I podsumuj: Jaką lekcje zabierasz na przyszłość z tego doświadczenia?

Zapytaj o wolne terminy

  






* Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych.

Zapis udany! Dziękujemy