Zachciało Ci się umowy z dzieckiem?!

Zachciało Ci się umowy z dzieckiem?!

Umowa z dzieckiem ―  przyczyną awantury?

Czy przypominasz sobie wielkie awantury, do których dochodziło, bo dziecko nie chciało zrobić czegoś, o co je prosiłeś/prosiłaś?

Po kilku nieudanych próbach wyegzekwowania posłuszeństwa wpadałeś/wpadłaś na pomysł: „Może się z nim umówię?”. Przeprowadziłeś/przeprowadziłaś z dzieckiem rozmowy, by mu pokazać, jak Ci zależy na przykład na jego zdrowiu, po czym prosiłeś je bardzo gorąco, by wcześniej kładło się spać, najlepiej już o 20.00. Dziecko usłyszało, jakie to dla Ciebie ważne, i chcąc zadbać o relacje z Tobą, bez namysłu odpowiedziało: „Dobrze tatusiu! Dobrze mamusiu!”.

Co działo się dalej?

Ty ― zachwycony/a, że wreszcie nie będziesz musiał(a) napominać, szantażować, wymyślać kar itd. ― uwierzyłeś/uwierzyłaś, że kiedy przyjdzie wieczór, Twoje ukochane dziecko spełni Twoją prośbę.

Nic nie przeczuwając, w poczuciu zadowolenia przeżyłeś/przeżyłaś cały dzień. W końcu nastał wieczór. I należało przypomnieć sobie i dziecku o Waszej umowie.

Tata/Mama: Pamiętasz? Umówiliśmy się, że wcześniej pójdziesz spać.

Dziecko: Tak, tak, pamiętam, zaraz idę.

Tata/Mama: Pamiętasz? Umówiliśmy się, że wcześniej pójdziesz spać. Możesz już założyć piżamę?

Dziecko: Tak, już, za chwilę. Tylko coś skończę…

Taka wymiana zdań powtórzyła się kilka razy. A dalszy scenariusz już znasz…

Jesteś zdenerwowany, bezsilny, frustracja sięga zenitu. Masz ochotę ― i w sumie zaczynasz ― wykrzykiwać znane Ci: „Jak się zaraz nie położysz, to zgaszę światło, wyrzucę klocki…”. I tu repertuar działań na bogato.

Kiedy atmosfera już bardzo się zagęszcza, w końcu  dziecko, często z płaczem, idzie do łóżka, co nie znaczy, że spokojnie zasypia. Jest smutne, czuje się może przegrane, może odrzucone, bo o przytuleniu do snu nie było już mowy.

A co z Tobą?

Czy jesteś usatysfakcjonowany przebiegiem zdarzeń? Zwykle nie, bo napięcie, ta cała słowna szarpanina powodują, że jesteś zwykle zmęczony, w dodatku miewasz poczucie winy. Rano przepraszasz. Ale gdy ponownie dochodzi do podobnej wymiany zdań, to już przestaje Ci być do śmiechu i odkrywasz, że nie radzisz sobie z tą sytuacją.

Zadajesz sobie mnóstwo pytań: co zrobić w takich momentach? Dlaczego umowa nie działa? Czy ze mną, z moim dzieckiem jest coś nie tak? Czy jest jakieś wyjście z tej sytuacji? Może zarzucasz sobie, jakim to jesteś nieskutecznym, beznadziejnym rodzicem, że nie masz autorytetu, a może obwiniasz dziecko, że to ono wyprowadziło Cię z równowagi i to przez nie tak się zachowałeś. Niezależnie od tego, kogo obwiniasz, nie służy to ani Tobie, ani dziecku, ani Waszej relacji.

Rozwiązań tej trudnej sytuacji jest wiele, często dochodzi się do nich drogą samodzielnych poszukiwań rodziców. Przed wyborem jakiegoś rozwiązania, eksperymentowaniem z nim warto jednak zadbać o to, co dla Ciebie najważniejsze. Pamiętać, że niezależnie od tego, jakie rozwiązanie wybierzesz, dobrze, by nie miało ono znamion przemocy fizycznej ani psychicznej, by droga do snu była drogą negocjacji, wspólnych pomysłów i wzajemnego SZACUNKU ― również szacunku do dziecka.

matka z małym dzieckiem

Dlaczego jednak umowa między Tobą i dzieckiem nie działa?

Wydaje Ci się, że włożyłeś w ustalenie zasad umowy sporo wysiłku, że z zaangażowaniem wytłumaczyłeś dziecku, dlaczego to takie ważne dla Ciebie. Jesteś przekonany, że uzyskałeś dorosłą, odpowiedzialną zgodę ― zapewnienie dziecka  że już zawsze będzie ono robiło tak, jak Ty chcesz. Bardzo trudno Ci pojąć, dlaczego dzieje się inaczej pomimo ustaleń.

Jeśli masz łatwość „wchodzenia w buty dziecka”, patrzenia na świat jego oczami, to szybko zorientujesz się, że dotrzymanie przez dziecko umowy w wielu przypadkach jest dla niego zbyt trudne, a nawet niemożliwe. Z łatwością też zrozumiesz, że niedotrzymanie warunków umowy nie wynika ze złośliwości dziecka ani z jego braku szacunku do nas, ale z chęci zadbania o swoje potrzeby, czy to zabawy, czy kontaktu.

Co jednak, jeśli nie masz tej umiejętności?

Co jeśli ją masz, ale postawienie się w sytuacji dziecka nie przychodzi Ci z łatwością?

Agnieszka Stein w książce Dziecko z bliska pisze, że:

  • zawieranie umów może być dla dziecka jedną z trudnych sytuacji,
  • zgoda dziecka na przestrzeganie wyznaczonych przez Ciebie zasad nie jest jego świadomą ani odpowiedzialną decyzją,
  • zgoda dziecka na Twoje warunki jest tylko przejawem jego chęci współpracy i bycia z rodzicami w przyjaznych stosunkach.

Agnieszka Stein zwraca też uwagę na to, iż często umowa jest po prostu inaczej sformułowanym poleceniem rodzica, takim, którego wykonania dziecko raczej nie może odmówić.

A jak to jest u Ciebie? Czy umowa, którą proponujesz swojemu dziecku, to coś, czego ono też chce, co mu się podoba, czy raczej są to Twoje oczekiwania, polecenia, rozkazy i z nadzieją czekasz na dziecięce „tak”?

Jeśli umowa jest ukrytym poleceniem, to warto, byś wiedział(a), że możesz spotkać się z oporem, ze sprzeciwem.

Sprawdź sam, ile razy doświadczyłeś/doświadczyłaś, że dany moment nie jest jednak dobry na zrealizowanie umowy i że dziecko krzykiem, płaczem lub inną formą sprzeciwu protestuje przeciwko temu, czego nie chce zrobić, a na czym Tobie zależy.

Czy wtedy nie sięgałeś/sięgałaś po znane Ci stare sposoby szantażu, krzyku, zastraszania? Bywa, że niektóre dzieci wywiązują się z tego, co obiecały, gdy widzą Twoją niezadowoloną minę albo rozczarowanie. Dotrzymują słowa, nawet jeśli nie bardzo mają na to ochotę. Są jednak wówczas bardzo smutne i wycofane.

Sprawdź, czy to, o co prosisz dziecko, jest dla Ciebie tak bardzo ważne tu i teraz, pomyśl, czy możesz o swoją potrzebę zadbać inaczej, może z humorem. A może jesteś w stanie trochę odpuścić, chociaż do chwili, gdy wymyślisz jakieś inne, bezprzemocowe rozwiązanie.

Może świadomość, że dziecko zgodziło się na wszystko pod presją i z pragnienia utrzymania z Tobą dobrej relacji, złagodzi Twoje spojrzenie na dziecko, pozwoli zrozumieć, że spełnienie pewnych oczekiwań jest nierealne, pomoże zmienić negatywne nastawienie na ciekawość i otwartość na to, co jest po stronie dziecka.

Negocjuj, dogadaj się albo… odpuść. Poszukaj innego sposobu, by zadbać o swoje potrzeby.

W szukaniu rozwiązań sięgaj po zabawę ― polecam Ci książkę Rodzicielstwo przez zabawę Lawrence’a J. Cohena.

Przekonaj się, jak zabawnie i radośnie może być.

Daj człowiekowi wędkę, a nigdy nie będzie głodny – czy to możliwe w rodzicielstwie?

Daj człowiekowi wędkę, a nigdy nie będzie głodny – czy to możliwe w rodzicielstwie?

Kiedy myślę o wartościach, o fundamentach w rodzicielstwie, mam przed oczami właśnie ten cytat. Myślę sobie, ile razy w życiu dostajemy rybę, którą jest dla mnie rada, wskazówka, za którą podążamy, ale wciąż możemy nie mieć tej swojej wędki. I kiedy nie możemy zapytać, dostać porady, odpowiedzi od kogoś, nie umiemy jej znaleźć w sobie.

Znaleźć w sobie, nie mam na myśli sięgnięcie bezrefleksyjne po wzorzec, po nawyk, jakiś odruch tzw. intuicję, ale prawdziwie przemyślaną, uświadomioną własną odpowiedź. Po rozwiązanie, które z jakiegoś dla mnie powodu jest bardzo ważne i właściwe tu i teraz.

Czy ja zawsze miałam swoją wędkę? Absolutnie nie!

Jedynym drogowskazem były własne doświadczenia z domu rodzinnego. Wzorce obserwowane i wtłaczane nieświadomie od lat, których wcale  nie chciałam w większości powielać i odtwarzać. Ale jeśli nie masz nic więcej, to ruszasz po książki, bierzesz jak leci, pytasz tu i tam, a potem zostajesz z mętlikiem w głowie.

Myśl miałam jedną: „być idealną mamą”. Dziś uśmiecham się do siebie, kiedy o tym piszę, ale wtedy tak było, wiedziałam, czego nie chcę robić, ale nie bardzo wiedziałam, co w zamian może być lepsze. Wiedziałam, że trzeba coś przeczytać, czegoś się nauczyć.

I tak stawałam się mamą konsekwentną, moje dziecko mnie słuchało, wielu podziwiało, że tak sobie dobrze radzę, a ja byłam prawie pewna, że idę we właściwym kierunku.

Czy też o tym marzysz? Jeśli tak, to koniecznie przeczytaj do końca ten wpis.

niebieski obraz Wiolleta Przenniak-Cołta

Pewnego dnia ze wstydem, ze skruchą przyznałam się sama przed sobą – POLEGŁAM!

To nie stało się od razu, nagle, ale działo się powoli, od narodzin swojego ukochanego dziecka, od  zagubienia, przez kłótnie, kto wie lepiej, kto ma rację, odliczanie do trzech, uprzedzanie o konsekwencjach, twarde stawianie na swoim, przez frustrację, bezsilność, łzy, aż do pytania.

ALE JAK TO? DLACZEGO?

Pamiętam jeden dzień, gdy rozmyślając w kuchni o tym, że coś tu nie gra w tym moim matkowaniu, moja córka szła w moją stronę. Zwykła rozmowa z prędkością kosmiczną przybierała już wrogi, wojenny klimat, a wraz z nim odczuwałam głęboki ból, cierpienie.

NIE TAKA MIAŁAM BYĆ!

NIE TAKA MIAŁA BYĆ MOJA RELACJA Z CÓRKĄ!

GDZIE SIĘ ZAGUBIŁAM?

CO ZAGUBIŁAM?

Było mi trudno, ale tym razem zamiast dalej dowalać sobie w myślach, popatrzyłam na siebie, jak na bliską mi osobę. Zobaczyłam bezradną, zagubioną matkę, bez drogowskazu, bez wędki, ze stertą niszczących przekonań, kiepskich poradników itd. Uznałam swoją porażkę, swój ból i zaczęłam zadawać sobie pytania.

O co mi chodzi? Na czym mi tak naprawdę zależy? Co ja chcę osiągnąć?

Bo ani posłuszne, ani zbuntowane dziecko, ani konsekwentna matka, ani rezygnująca ze swojej roli matka nie dawały uczucia ulgi i satysfakcji. Co dla mnie w tym macierzyństwie jest ważnego?

I odpowiedź ukazywała się jedna, wyraźnie, za każdym razem ta sama.

Zależy mi na BLISKIEJ RELACJI, na zaufaniu.

Pragnęłam, by moje dziecko przybiegało do mnie z tym, co je cieszy, co je martwi, ale czy ja szłam w tę stronę? Nasza relacja, nasza rzeczywistość zdawała się oddalać od tego upragnionego celu.

Głupie poradniki miałam w głowie! A może sięgałam nie po te, co trzeba? Ale skąd wiedzieć, po które trzeba? Głupie rady! Łatwo osądzać, ale skąd samemu wiedzieć, które mi służą, które mogą być dla mnie dobre?

Rozumiecie? Odkryłam, że poległam, potem, że nie miałam swojej wędki, ani swojego drogowskazu.

droga do rodzicielstwa

UPADEK UŚWIADOMIONY

Potem odkryłam, co jest dla mnie najważniejsze!

PODNOSZĘ SIĘ I WYRUSZAM W PODRÓŻ

W tej podróży wiele się wydarzyło po drodze, ale odkąd zbudowałam fundamenty mojego rodzicielstwa, jest o wiele łatwiej. Fundamenty to wartości, które pomagają iść tą drogą, która przybliża mnie do tego, co dla mnie ważne. Wartości rozpisane w konkretne działania, które znajdują odzwierciedlenie w moim życiu. Dzięki czemu wszelkie rady, poradniki, wspaniali ludzie zachęcają do refleksji, ale decyzje i odpowiedzialność za nie biorę już na siebie. Nie dzielę się nią i nie przerzucam na innych. To ja jestem MATKĄ, która wie, dokąd i jaką drogą podąża, nawet gdy czasem się pomyli. Mam swój własny drogowskaz, który daje poczucie bezpieczeństwa, pewności, że wspinam się w życiu po tej drabinie, po której chcę i mam dziś pewność, że jakiekolwiek będą moje dzieci, jakąkolwiek wybiorą drogę, ja idę właściwą drogą. A że napotykam kałuże, dziury, kamienie, złamane gałęzie i różne rodzicielskie troski, już wiem, że to jest wpisane w ludzkie życie. Zarówno radość i cierpienie.

Gdybym miała dać Ci jedną radę, to zacytuję:

„NIE NALEŻY BAĆ SIĘ ZBYT DŁUGIEJ I KRĘTEJ DROGI,

NALEŻY BAĆ SIĘ ZŁYCH DROGOWSKAZÓW” Wiesław Czerpak-Nowina

Jeśli jesteś na mojej stronie, czytasz to, być może jesteś w tym momencie swojego życia, co kiedyś ja byłam. Może masz wiele niepewności i poszukujesz swojej drogi, swoich wartości, swojej siły. Jeśli czujesz, że to dla Ciebie dobry czas i jesteś przekonana, że najwyższa pora zająć się swoimi rodzicielskimi wątpliwościami i troskami, napisz do mnie.

Chętnie pomogę Ci odkrywać, co dla Ciebie ważne, byś jak najszybciej mogła być taką mamą, jaką chcesz i budowała takie relacje z dziećmi, na jakich Ci zależy.

Wojna przy stole – czy o jedzenie?

Wojna przy stole – czy o jedzenie?

Historia pierwsza

Codzienność wydaje Ci się totalnie inna od mądrych wpisów w sieci i dyskusji w gronie przechwalających się rodziców, jak to sobie świetnie radzą z niejadkami, wymyślając ładne, smakowite i zdrowe jedzenie. Gdy czytasz, słuchasz innych, w Twojej głowie rodzi się „100 pytań do”!

― Dlaczego akurat moje dziecko musi o wszystko walczyć?

― Dlaczego moje dziecko nie może jeść jak inne, „normalne” dzieci?

― Co ze mną jest nie tak, że nawet z własnym dzieckiem nie umiem się dogadać?

Kiedy wreszcie zwrócisz się o pomoc, bywa, że dostaniesz radę:

― Je za dużo, daj dwie kanapki i koniec gadania.

― Dorób klucz do lodówki czy szafki ze słodyczami.

― Pokaż mu, kto tu rządzi. On już wchodzi ci na głowę. A co będzie za rok?…

Robi Ci się niedobrze, słuchasz i myślisz sobie, że większość z sugerowanych sposobów już wypróbowałaś i nie przyniosły spodziewanego efektu, albo że niektóre nie są w zgodzie z Twoimi przekonaniami. Nie chcesz wojny o władzę, więc nie chcesz pokazywać, kto tu rządzi. Chcesz się ze swoim dzieckiem dogadać, ale w obliczu codziennych walk, masz wrażenie, że walczycie o wszystko. I co czujesz?

Czujesz frustrację? Bezsilność? Bezradność?

 

Walka o jedzenie to często przykrywka dla poważnych spraw, a mianowicie niezaspokojonych potrzeb dzieci i rodziców, nieuświadomionych granic.

Zapytasz: Jak to?

Właśnie tak.

Aby Ci pokazać, o co mi chodzi, podzielę się z Tobą historią z indywidualnych sesji z moimi klientami. Potem opowiem Ci, jak odkryli oni, że w tych ich konkretnych przypadkach dotyczących dziecięcego jedzenia chodziło o coś ważnego, i jakie odnaleźli własne rozwiązania. A także dlaczego to zażegnało wiecznie trwające konflikty.

 

Podczas jednej z moich indywidualnych sesji, rodzice 3 letniego Adasia opowiadali tak: „Adaś zwykle jadł ładnie, grzecznie, właściwie nie mieliśmy problemów z jedzeniem, ale od pewnego czasu jest jakiś koszmar! Zrzuca jedzenie z talerza, krzyczy przy tym i w ogóle nie chce potem jeść. Trudno nam to znosić, bo przecież marnuje jedzenie i psuje każdy wspólny posiłek. Wymyślaliśmy kary, na przykład że będzie jadł sam w kuchni, krzyczeliśmy nawet, że najlepiej na podłodze, że nie obejrzy bajki, ale nic nie działa”.

Prześledziliśmy proces przygotowywania jedzenia. Okazało się, że zazwyczaj to mama przygotowywała posiłek, na przykład parówki, bułeczki, warzywa, a wszyscy siadali do kolacji. Na stole były już gotowe nakrycia: stały talerze, obok ułożone były sztućce, na talerzach na środku stołu wędlina, bułeczki, masło itd. Kiedy wszyscy zasiadali do stołu, mama nakładała synkowi na talerz parówki, których ten nie chciał jeść i z krzykiem zrzucał je z talerza.

Machał rączkami i wykrzykiwał: „Nie! Nie!”. Rodzice zastanawiali się, co zrobić, żeby Adaś przestał zrzucać jedzenie z talerza. Na sesji zaprosiłam rodziców do ćwiczenia, w którym trzeba było być na tyle empatycznym, na ile to możliwe.

Pytanie: „co zrobić, żeby przestał”, zamieniliśmy na poszukiwanie odpowiedzi na pytania, o co ważnego może tu chodzić, co takiego może Adasia złościć, co on chce nam zakomunikować tym zrzucaniem jedzenia z talerza, jaką swoją potrzebę chce zaspokoić.

W pierwszym momencie przychodziły do głowy takie oto odpowiedzi:

― Chce nam pokazać, że on rządzi.

― Robi nam na złość.

― Chce zwrócić na siebie uwagę.

Co łączy te wszystkie odpowiedzi? Założenie, że dziecko działa w złej intencji. I choć rodzicom trudno w to często uwierzyć, to dziecięce zachowania nie biorą się znikąd ani nie wynikają ze złej woli dziecka.

Dziecko zawsze działa z dobrą intencją, człowiek działa z dobrą intencją!

Takie założenie ― to właśnie na nim opiera się także praca coacha ― tj. człowiek zawsze kieruje się w swoich działaniach dobrymi intencjami, pomaga również rodzicom w lepszym rozumieniu swojego dziecka. Zdarza się, że rodzice potrzebują usłyszeć, że dziecko to mały człowiek, ale też człowiek, który ma dobrą intencję. Człowiek, który podejmuje wszelkie działania, by zaspokoić swoje potrzeby.

Począwszy od pierwszego okresu życia. Noworodek bywa głodny, potrzebuje kontaktu z nami ― nie budzi nas w nocy, by zrobić nam na złość, tylko by zaspokoić potrzebę głodu czy bliskości. Im dziecko większe, tym częściej ― takie mam wrażenie ― odrzucamy gdzieś na bok przekonanie, że dziecko zachowuje się tak, jak nam się nie podoba, dlatego że inaczej nie umie, a chce nam zakomunikować swoje potrzeby.

Zachęciłam rodziców, by opierając się na dwóch założeniach:

― dziecko MA ZAWSZE DOBRĄ INTENCJĘ,

― cokolwiek dziecko robi, chce nam powiedzieć, czego ważnego dla siebie potrzebuje,

spróbowali poszukać odpowiedzi w tej konkretnej sytuacji. Z wykorzystaniem koła potrzeb, definicji granic duchowych, fizycznych, emocjonalnych i intelektualnych rozważaliśmy tę kwestię wspólnie. Po dłuższej dyskusji, poszukiwaniach, weryfikowaniu, próbach wczucia się w sytuację Adasia rodzice zaczęli przypuszczać, że mogło być dla dziecka frustrujące to, że ktoś nakłada mu jedzenie na JEGO TALERZ.

Ktoś powie: „No i co z tego?”. Jak to co?

Ten mały człowiek nie mógł decydować, co będzie na stole i ile tego będzie, ale chciał decydować o własnym talerzu. Mama Adasia, kiedy to odkryła, wykrzyknęła z radością: „Tu chodzi o granice fizyczne, my je przekraczamy”. Okazało się, że ustalanie zasady: „Nie zrzucamy jedzenia z talerza”, okazywało się nieskuteczne, a nawet zbyteczne, bo nie o to chodziło, a o to, kto i co będzie nakładał na talerz Adasia.

To potrzeba autonomii, decydowania o sobie, potrzeba szacunku, bycia ważnym, dania sobie prawa do wyrażania swojego zdania. Nie raz ktoś to wyśmieje. Warto jednak wiedzieć, że gdy dziecko nie potrafi jeszcze powiedzieć „Chcę parówkę”, to kładąc ją na swoim talerzu, mówi do nas poprzez działanie: „Ja wybieram dziś parówkę, a jajka nie chcę, więc go nie nałożę”.

Pomocne nam rodzicom w tej sytuacji mogą być pytania:

„Chcesz zdecydować, co dzisiaj zjesz na kolację?”

„Denerwujesz się, kiedy ja wybieram za ciebie, co będziesz jadł?”

Dla rodziców Adasia po odkryciu jego istotnej potrzeby autonomii, decydowania o sobie sytuacja stała się jasna i zrozumiała. Wymyślone rozwiązanie zaspokoiło potrzeby wszystkich, na stole były produkty, które wybierali rodzice, a na talerzu było to, co wybrał Adaś. Zadbanie o jego potrzeby, uszanowanie granic  pozwoliło wszystkim spożywać posiłki w miłej atmosferze.

Udało się!

Nie tylko zmienić zachowanie dziecka, ale lepiej zrozumieć jego postępowanie i znaleźć dla wszystkich satysfakcjonujące rozwiązanie z poszanowaniem potrzeb.

Wartości pielęgnowane – wartość, miłość, szacunek, rodzina, rozwój.

Kiedy sobie uświadomisz, że dla tak ważnych wartości podejmujesz wysiłek zrozumienia dziecka, prawdopodobnie poczujesz spokój. Negocjujesz, zastanawiasz się, a to wszystko dla ważnych dla Ciebie wartości, to właśnie one są drogowskazem w codziennym życiu. Ich świadomość wskazuje drogę w życiu codziennym, w każdej sytuacji. Każdego dnia wybierasz, czy masz rację, czy relację, czy święty spokój, czy porozumienie.

Warto się zatrzymać i jak to mówi Jesper Juul: „za każdym dziecka NIE, stoi TAK dla czegoś ważnego”.

Twój Coach i ludzki rodzic, Wioletta

Rozwój poznawczy dziecka – wykład dla rodziców

Rozwój poznawczy dziecka – wykład dla rodziców

W zaprzyjaźnionej Szkole Rodzenia Miś Kuleczka rodzice mają wyjątkową możliwość przygotowania się do nowej roli. To właśnie tam odbędą się warsztaty o rozwoju poznawczym dziecka od 0-3 lat.
Szkoła rodzenia już nie tylko o rodzeniu? I o to właśnie chodzi.
Rodzice, dowiedzą się, jak wygląda prawidłowy rozwój dziecka od urodzenia do 3 roku życia w obszarach: spostrzegania wzrokowego, percepcji słuchowej, rozwoju mowy, kształtowania się dominacji stronnej i rozwoju sprawności motorycznej i manualnej. A także, kiedy dziecko rozwija się indywidualnie, a kiedy zamiast tego rodzice mają do czynienia z rozwojem zaburzonym.

 

Celem spotkania będzie uwrażliwienie rodziców na czas zdobywania poszczególnych umiejętności przez dziecko, by w razie opóźnień rozwojowych interweniować natychmiast, a nie, gdy już będzie za późno i szanse rozwojowe dziecka będą mniejsze.

 

Rodzice zostaną poinformowani o rodzajach pomocy, jaką objęte są w naszym kraju dzieci do 3 roku życia z opóźnieniami rozwojowymi.

Uczestnicy poznają także literaturę dotyczącą prawidłowego rozwoju dziecka.

Będzie też mowa o geście wskazywania palcem, dlaczego dziecko MUSI pokazywać palcem i co oznacza, gdy ten gest się nie pojawi.

 

Kto prowadzi? Magdalena Wilk-Konieczna

Kiedy? 22.10, godz. 18:00 – 20:00

Gdzie? Katowice

Koszt udziału to 50 zł.
Zapisy: kontakt@miskuleczka.pl
Nr konta: 07 1140 2004 0000 3402 6933 7613

 

Czekamy na Was!

Zapytaj o wolne terminy

  






* Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych.

Zapis udany! Dziękujemy