Mikołajowy wieczór

Mikołajowy wieczór

Chcesz wiedzieć, jak minął mi mikołajkowy wieczór? Jeżeli tak, to z pewnością podzielę się z Tobą kawałkiem rodzicielstwa plecionego miłością i frajdą! 

Kiedyś myślałam, że Święty Mikołaj musi być duży, z wielkim brzuchem, wielką brodą i niskim głosem. No i oczywiście: z reniferami.
Tego roku przeszkód nie brakowało, brak czasu, brak Mikołaja, brak torby itd. No, ale skoro mówię Wam, że rodzicielstwo ma być plecione miłością i radością, szukałam inspiracji w codziennym życiu.

Znalazłam! Mikołaj się przecież spieszy!

Przygotowałam kartki z kolorowanki, by mikołajkowa impreza trwała trochę dłużej i żeby rosło napięcie. Podmieniłam nawet zdjęcie w telefonie na zdjęcie św. Mikołaja. I wiecie co? To on pisał do mnie sms-y. Wszyscy byliśmy w szoku, że wyświetliło się nam jego zdjęcie i że to on sam do nas napisał. Po kolei informował nas, co mamy zrobić, jakie zadania przed nami. Były zatem i przysiady, i piosenki, i szukanie listów z zadaniami pod poduszką.

Oj, działo się, dzieciaki biegały, szukały i tak radośnie zaczął się wieczór. W jednym z sms-ów napisał nasz Św. Mikołaj, że nie zdąży być wszędzie, ale po wykonaniu zadań uda nam się znaleźć jego cząstkę.
Co to jest? Ktoś krzyczy „może ubranie?!” No właśnie!

I okazało się, że w kolejnej wiadomości poprosił: „wybierzcie spośród dorosłych najsłodszą, największą, najmilszą istotę i ona będzie moim posłannikiem”. Dzieciaki przekrzykiwały się: „mama”, „tata”, „ciocia”, a my z radością dowiadywaliśmy się, jacy to jesteśmy słodcy i mili.

W ten sposób spełniło się moje marzenie, zostałam mikołajkową posłanniczką.

To, co działo się później, już trudno opisać, ale dzieciaki mówiły wierszyki, odpowiadały na trudne pytania i z niecierpliwością odczytywały podpisy na prezentach. Cóż, była okazja do przeżywania, budowania relacji, a kawa i herbata naprawdę smakowały inaczej. Chcę Wam powiedzieć, że nie było idealnie, ale wspaniale!

Czy na bogato? 
Nie wiem, bo były gluty, którymi bawiliśmy się wspaniale, bo stawały się żmijami, misiami, myszkami i samolotami. Była nawet zabawka, która zepsuła się zanim została zmontowana, (jak ja takich nienawidzę!), ale co tam, to była okazja, by Tata wyjął swoje śrubokręty i pośpieszył na ratunek. Na koniec wieczoru furorę zrobiły stare, sprawdzone klocki.

Cała ekipa szczęśliwych dzieciaków zatonęła w wielkim budowaniu, a kiedy wieczór dobiegał końca, jeden z kolegów, idąc do domu, rzucił na pożegnanie „pa, mordeczki”. Wyobrażacie sobie, jak było radośnie i wspaniale?! Humor nam dopisywał! 🙂 Wszyscy śmialiśmy się i cieszyliśmy. Taki wieczór na zawsze zostanie w serduszkach naszych i dzieci.

A kto wie? Może komuś z Was spodoba się ten pomysł i zechce go wykorzystać w przyszłym roku?

Mikołajowa Posłanniczka

Trzeba wyznaczać granice?!

Trzeba wyznaczać granice?!

W rodzicielstwo wchodzimy często z przekonaniem „trzeba wyznaczać granice!”, czy też tak masz?

Powtarzamy znane nam od zawsze „dziecko powinno wiedzieć, co mu wolno, a co nie”.

Jednak kiedy chcemy być przewodnikiem, nauczycielem, warto zadać sobie pytania:

  • czy granice to rzeczywiście zakazy i nakazy,
  • czy ja na pewno wiem, czym są moje granice i czym są granice dziecka,
  • czy zakazy i nakazy to najlepsze strategie służące pokazywaniu i ochronie granic?

Odpowiadając na powyższe pytania, czy masz pełną głowę wątpliwości i niepewności?

Zastanawiasz się, czy to chodzi o granice cierpliwości, a może wytrzymałości i co to znaczy, czy jest jakaś miara?

My, dorośli chcemy brzmieć dorosło, często poważnie, szczególnie w kwestii granic i to też jest ludzkie.

Ileż razy słyszysz albo mówisz do siebie: „ale muszę wyznaczać dziecku jakieś granice”.

Wokół granic narosło wiele wątpliwości, niejasności, a budzą one tak silne emocje w każdym z nas, że postanowiłam zaprosić Cię do przyjrzenia się swoim granicom bliżej, dokładniej.

 

Dlaczego?

Bo w codziennym życiu, kiedy się spieszymy, trudno zauważyć czasem, że nasz system granic jest mocno naruszany, słabo chroniony albo wręcz stworzyliśmy wokół siebie mur. Twoje zmęczenie, frustracja, wybuchy złości, a może odcięcie się od ludzi, rezygnacja z relacji mogą być informacją dla Ciebie, że Twoje granice wymagają twojej uważności i działania.

W codziennym życiu może umknąć też naszej uwadze słabnący system granic naszego dziecka. Za złością, krzykiem, a może obojętnością, zgodą na wszystko możemy uznać, że stoi „grzeczne”, albo „niegrzeczne” dziecko.

I szkoda, bo te etykietki kompletnie nic nie wnoszą w naszą wiedzę o dziecku, ani o nas, a mogą zmylić naszą czujność w kontekście granic naszego malucha. Traktowanie granic dziecka z szacunkiem ma przecież ogromny wpływ na jego poczucie własnej wartości, na nasze wzajemne relacje, a także na jego funkcjonowanie w przyszłości w społeczeństwie. Jak zobaczyć granice, czym one są?

Najpierw podzielę się z Tobą rozmową z 7-letnim chłopcem.

Sam/a się przekonaj, jak o granicach można prosto, zwyczajnie, a przede wszystkim jasno i konkretnie rozmawiać. I to z dzieckiem, bez żadnego mętliku, żadnej niepewności.

Kiedy już poznasz zdanie 7-latka przeczytaj, co przygotowałam dla Ciebie.

 

CZYM SĄ GRANICE DZIECKA?

Na to pytanie odpowiada… dziecko. Bo w końcu, kto lepiej będzie w stanie o tym opowiedzieć?

 

To niedozwolone rzeczy u dziecka, na przykład siedzenie trzy minuty na bajce, a potem ktoś przychodzi i włącza swój program.”

 

Co jeszcze?

„Bicie dzieci, rzucanie piaskiem w oczy, popychanie, kłócenie się…”

 

A dlaczego te rzeczy są niedozwolone?

„Bo są niedozwolone! Bo są takie… takie trochę smutne, brzydkie.”

 

A co dziecko czuje, gdy ktoś na nie krzyczy albo je bije?

Zaczyna się smucić i płakać. Idzie do swojego pokoju i zamyka drzwi.”

 

I co wtedy dzieje się z granicami dziecka?

Niszczą się.”

Jesteś zaskoczony? Ja też byłam!

I wciąż jestem pod wrażeniem dziecięcej uważności, świadomości i wiedzy o swoich granicach. Z dialogu nie ma wątpliwości, że dziecko chce, aby je szanowano, żeby szanowano jego ciało, jego przestrzeń, czas, to co robi, a jeśli się tak nie dzieje, to radzi sobie jak umie np. płacze. Łatwo zobaczyć związek pomiędzy przekraczaniem granic dziecka a jego potrzebami.

Z tą pozytywną energią zapraszam Cię do kontaktu, jeśli chcesz zobaczyć konkretnie swoje granice, sprawdzić, jak to z nimi jest, a także zatroszczyć się o nie w przyszłości, zapraszam Cię na przygodę z coachingiem.

Wspólnie przejdziemy przez trzy etapy:

  • etap, w którym Twoje granice się kształtowały,
  • etap obecny, czyli jak się mają twoje granic dziś
  • etap przyszłości, dokąd zmierzają Twoje działania, czy przybliżają Cię do satysfakcji z życia?

 

Co zyskasz?  

Dowiesz się więcej o swoich granicach, czym są, jak dają o sobie znać.

Zobaczysz czyje granice w praktyce są dla Ciebie najważniejsze.

Sprawdzisz, jak traktowanie swoich granic wpływa na Twoją radość z życia i na relacje z innymi.

Sprawdzisz, czy w kwestii granic podążasz właściwą dla Ciebie drogą.

Odkryjesz, czy jest coś, czego potrzebujesz, czy masz przed sobą wyzwanie w kontekście granic i czy jesteś gotów je podjąć?

Jesteś ciekaw? Doświadczaj.

Ile potrzebujesz czasu na decyzję, by zainwestować swój czas i 1 zł.?

Sprawdź, czy jest wolny termin, pisząc do mnie na adres kontakt@ludzkirodzic.pl  lub dzwoniąc na nr  601 55 89 53.

I otwórz się na nową jakość życia. Więcej luzu i zrozumienia.

Dziecko idzie spać brudne = zła matka

Dziecko idzie spać brudne = zła matka

Ciekawa jestem, kto z was ma właśnie takie przekonanie.

Czuję, że muszę o tym napisać, bo właśnie dziś w gąszczu gotowych dobrych rad usłyszałam, że jedna z mam nigdy nie pozwoliła, by dziecko poszło brudne spać. Wiem, że jest więcej matek przekonanych, że brak kąpieli to wielkie zaniedbanie.

Pytam zatem: czy dziecko naprawdę zawsze musi iść spać czyste?

 

Musi. A dlaczego?

Bo trzeba się myć, bo trzeba być czystym, bo skoro mamy zasadę, że codziennie przed 20 bierzemy kąpiel, to trzeba dziecko jakoś przekonać. Bo jestem troskliwą matką, bo dbam o swoje dzieci, bo wpajam im dobre nawyki itd. Muszę je skutecznie przekonać. Jeśli tego nie zrobię, jestem do niczego, nie dbam o swoje maluchy. I tu oczywiście techniki skutecznego przekonywania przychodzą z pomocą tym, którzy mocno wierzą, że trzeba być konsekwentnym rodzicem.

Nie musi. Dlaczego nie?

Bo dziecko dowie się, jak to jest być brudnym, jak swędzi skóra, która spocona po całodziennych wygłupach nie została umyta, bo pobrudzi pościel, bo pozna naturalne konsekwencje. Bo dajemy sobie prawo wyboru, co w danej chwili bardziej nam służy i jest nam bardziej potrzebne.

 

Moim zdaniem jedno wyklucza drugie.

Skuteczne przekonywanie, doprowadzenie do tego, że dziecko będzie się zachowywało tak, jak tego oczekujesz w danej sytuacji, nie pozwoli mu poznać prawdziwych konsekwencji własnych zachowań.

Ponadto głęboko wpojona konsekwencja sprawia, że dochodzi do wielu zbędnych rodzinnych awantur – niejedno dziecko na siłę jest zanoszone do łazienki i wkładane do wanny. Konsekwencja i wierność zasadom powodują, że potrzeby drugiego człowieka i własne zostają często niezauważone bądź zlekceważone.

 

Dziecko może iść spać brudne. Dlaczego?

Daria napisała: „Oj tak. Po działce to u nas nagminne, że dzieci idą spać z brudnymi nogami i resztkami arbuza, kaszanki na włosach. Ale ja wyrzutów sumienia nie mam. Dzieci bawiły się cały dzień, a co za tym idzie, ja latałam cały dzień za nimi. Upały też dają się we znaki i człowiek chodzi jakiś zmęczony. Przecież zawsze można się umyć rano”.

Marta dodała, że można się umyć „rano, w samo południe, o każdej porze (Dla frajdy, żeby się schłodzić.) A ta kaszanka we włosach pachnie mi udanym dniem. Szalejemy do wieczora na działce, a potem tylko przenosimy śpiącą dziatwę do łóżek (czasem urządzamy poranną kąpiel). Zasady są dla ludzi, a nie ludzie dla zasad”.

U Ani taki czas nazywa się „dniem brudasa”.

Marta również napisała „Jak dziecko np. zaśnie w aucie wieczorem, to budzenie go na mycie, czy – nie daj, losie – kąpiel jest wręcz szaleństwem”.

 

Ja również mam w sobie zgodę na położenie czasem spać brudnego dziecka.

 

Za taką decyzją może stać wiele powodów.

Bo zrezygnowałaś z kar i nagród, bo dziecko tak bardzo chce spać, że tylko przymus albo zrobienie tego za niego przyniesie oczekiwany efekt w postaci czystego malucha. Powodem może być też jego decyzja, w momencie, gdy nie masz pomysłu, jak zrobić to inaczej. A może zdecydowałaś się pomyśleć o tym jutro, bo postanowiłaś pozwolić dziecku odczuć prawdziwe konsekwencje  – takie jak np. brudna pościel, którą trzeba wyprać, bo będzie je swędziała skóra, będzie się kręcić i wstanie zmęczone? Bo zapobiegniesz wojnie między wami i postawisz dziś na relację, a jutro poszukasz sama, a może wspólnie z dzieckiem, lepszego rozwiązania?

Czy to naprawdę znaczy, że jesteś złą matką? Ponieważ nie byłaś konsekwentna w przekonywaniu dziecka do kąpieli, bo nie wywarłaś oczekiwanego wpływu?

Konsekwencja to pułapka, w którą wpada wielu rodziców. Konsekwencja jest dobra, ale tylko w poszukiwaniu rozwiązań pełnych szacunku dla siebie i dla drugiego człowieka.

NIE! NIE JESTEŚ ZŁĄ MATKĄ!

Masz prawo do zmiany decyzji, masz prawo dziś nie wiedzieć, co zrobić, masz prawo wybrać, jak dziś postąpisz, co zrobisz z tym jutro, masz prawo zrobić to po swojemu!

 

JESTEŚ WYSTARCZAJĄCO DOBRĄ MATKĄ!

Być może wybrałaś relację, kontakt, nie odpuściłaś z lenistwa, ale z szacunku dla potrzeb małego człowieka. Może dziś był zbyt zmęczony, by zawitać do łazienki i jedynie ty wiedziałaś, że niczego tak bardzo nie potrzebuje jak snu, jak wtulenia się ze swoim potem w ciebie lub w podusię.

Ale co w tym jest ważne, a może najważniejsze?

Świadomość wzięcia odpowiedzialności za to, co i dlaczego wybierasz, co zrobisz ze swoimi emocjami. Oczywiście dla osiągnięcia chwilowego „sukcesu” i posłuszeństwa możesz wybrać krzyk, karę, nagrodę, przymus, ale możesz też świadomie wybrać odpoczynek, porozumienie na drodze do celu, którego dziś nie udało się osiągnąć, ale jutro podejmiecie wspólnie wysiłek.

Dlaczego wierzę, że to nie psuje dzieci?

 

Jeśli patrzymy na potrzeby, a nie na kaprysy i naszą wygodę, kiedy mamy świadomość swoich i cudzych potrzeb, o wiele łatwiej się nawzajem szanować i wspierać.

Warunkiem jednak jest zdefiniowanie własnego sukcesu rodzicielskiego, własnej drogi, wartości, które chcesz dziecku przekazać.

Nie jest to takie proste, jak ci się wydaje. Niby relacja z dzieckiem jest taka ważna, ale wielu rodziców niszczy ją przez nadmierną troskę o dobre stopnie w szkole lub o porządek w pokoju.

Czy nie podążamy zbyt często drogą nieuświadomionych, a pielęgnowanych wartości, takich jak: zadaniowość, wygoda, konsekwencja, opinie innych, rozwój, władza rodzicielska?

Wyznacz swoje wartości, zdefiniuj je i sprawdzaj, czy w codziennym życiu za nimi podążasz, czy omijasz je szerokim łukiem. Czy upierasz się przy czymś z obawy, co inni powiedzą czy dlatego, że jest to dla ciebie ważne?

Dlaczego warto? Bo pozwoli ci to podążać własną drogą, zmniejszyć poczucie winy, pozbyć się wyrzutów sumienia i żyć w harmonii ze sobą.

Bo szybciej odnajdziesz radość w rodzicielstwie. Bo lepiej wykorzystasz czas, jaki masz na budowanie relacji z dziećmi.

 

Niech to nie będzie utracona córka, utracony syn, niech to będzie dobra relacja: ty i twoje dziecko. Odnajdujcie radość w byciu razem, radość we współpracy, radość w odpowiadaniu na swoje potrzeby i wewnętrzną motywację do dogadywania się.

Chętnie pomogę ci w odnalezieniu własnych wartości, tak byś je zobaczyła i nauczyła się je sprawdzać. Potrzeba do tego odwagi, ale wierzę, że ją w sobie masz. Dlatego zapraszam cię do kontaktu!

Ludzki rodzic na Śniadaniu na trawie

Ludzki rodzic na Śniadaniu na trawie

Pogoda dopisała, podobnie jak uczestnicy.

 

Co się działo?

Spotkanie rozpoczęły położne z Katowickiego Centrum Onkologii i Szkoły Rodzenia Miś Kuleczka: Małgorzata Skrzypczak, Klaudia Balicka oraz Michalina Marcinek. To one, przesympatyczne i doświadczone położne, prowadziły ciekawy wykład o przygotowaniu do porodu. Przyszłe mamy mogły pytać do woli oraz zgłębiać tajniki porodu.

O diecie dla kobiet w ciąży i o prawidłowym odżywianiu opowiedziała Ewelina Ozimek – dietetyk kliniczny. Odważnie obalała mity żywieniowe i dzieliła się z nami swoją wiedzą i doświadczeniem.

Ludzki rodzic, czyli ja, Wioletta Przenniak-Cołta wzięłam pod lupę temat adaptacji przedszkolaków. Rodzice pytali, co robić, by dzieci nie płakały. A ja wciąż odpowiadam „nie bójmy się płaczu naszego dziecka”. Dajmy mu do tego prawo, szczególnie, gdy przeżywa coś trudnego. Wysłuchajmy jego obaw, trosk, lęków i bądźmy katalizatorem trudnych emocji naszych maluchów.

Wisienką na torcie były konkursy z nagrodami. Było ich naprawdę sporo!

Wśród sponsorów nagród, którym bardzo dziękujemy, byli:

Titot Baby Fashion – paputki titotki i czapeczki

Polski Bank Komórek Macierzystych – maskotka misia

Skarb Matki – kosmetyki dla maluszków

Elancyl i Aderme – kosmetyki

Następne spotkanie już w sobotę 14.07!

Bądźcie z nami!

Tematem będą KARY, NAGRODY I STRACH.

NIESPODZIANKA!

Będzie z nami pani fotograf, która zrobi każdej mamie zdjęcie!

Szczegóły podamy już wkrótce 🙂

Świadomy Rodzic – Bezpieczne dziecko

Świadomy Rodzic – Bezpieczne dziecko

Ludzki rodzic też tam był!

Na konferencji Świadomy Rodzic – Bezpieczne Dziecko poruszono kwestie, które są ważne zarówno w czasie ciąży, jak i w trakcie przygotowań do porodu. Rozmawialiśmy także o tym, jak być dobrym (ludzkim!) rodzicem.

Konferencja była podzielona na dwa bloki tematyczne:

  • pierwszy dotyczył tematów okołoporodowych i ciąży,
  • drugi pytań i wątpliwości, z którymi mierzą się świeżo upieczeni rodzice.

 

Moim zadaniem było rozprawienie się z tematem zapewnienia dziecku bezpiecznego snu. I nie chodziło mi o techniczne jego aspekty, takie jak: temperatura, światło itp., ale o pomoc rodzicom w docieraniu do odpowiedzi na nurtujące ich pytania po pierwszej nieprzespanej nocy.

Głównym celem mojej wypowiedzi było jednak uświadomienie wszystkim obecnym szkodliwych skutków, z uporem stosowanej przez wielu rodziców, metody „na wypłakanie”. 

 

Mam nadzieję, że rodzice nabrali większej pewności, odwagi i wiary, że to ich ramiona, czułe i troskliwe reagowanie na płacz maluszka są najlepszym sposobem budowania dobrej relacji i dbania o prawidłowy rozwój dziecka.

Na konferencji było mega ciekawie!  Sami zobaczcie:

Muzyka pochodzi ze strony: www.bensound.com

Położne z Katowickiego Centrum Onkologii: Małgorzata Skrzypczak, Anna Kwiecień-Merta, Michalina Marcinek oraz Klaudia Pierz wprowadziły przyszłe mamy w tajniki standardów okołoporodowych. Uczestnicy dowiedzieli się także, dlaczego warto iść do szkoły rodzenia.

Gościem konferencji była również przedstawicielka Polskiego Banku Komórek Macierzystych Klaudia Kula, która opowiedziała do czego może być potrzebna krew pępowinowa i jak się ją przechowuje.

Było również co nieco o istocie odżywiania w ciąży, tu wiele mitów rozwiała dietetyk Ewelina Ozimek. Natomiast o tym jak,wrócić do formy opowiedziała Wiola Grossman z ProjektForMama.

W drugiej części zagościł ekspert Tomasz Ławniczak z fotelik.info. Uświadomił rodziców, jak ważny jest nie tylko dobór właściwego fotelika, ale i dokładne zapinanie maluszka w samochodzie.

 

Wisienką na torcie były nagrody ufundowane przez sponsorów. Towarzyszyło temu wiele emocji i fantastycznych nagród, a wśród nich:

  • laktatory marki PUR i gadżety marki Dyduś,
  • zestawy samochodowe RWF BeSafe / w skład, którego wchodzi lusterko do obserwacji dziecka, mata ochronna pod fotelik, osłonka na szybę, naklejka informująca o przewożeniu dziecka i spinka do pasów,
  • vouchery do Centrum Bezpieczeństwa w Chorzowie na darmowe inspekcje i dobory fotelików,
  • sesja fotograficzna z Agatą Czen – Migawka,
  • zestawy kosmetyków Elancyl i A-derma,
  • worek Sako i maskotka misia.

Krótko mówiąc: działo się!

Jeśli masz wątpliwości w kwestii snu swojego dziecka umów się na konsultację.

Wielka pułapka już na starcie rodzicielstwa

Wielka pułapka już na starcie rodzicielstwa

Czy kiedy rodzi się dziecko masz plan:

być najlepszą mamą na świecie, najlepszym tatą na świecie?

Wyzwaniem często bywają już pierwsze noce: ktoś każe budzić Ci dziecko na jedzenie albo samo dziecko dopomina się Twojej piersi czy butelki, a Ty masz wrażenie, że Twój świat krąży tylko wokół pieluch, jedzenia i marzenia o przespanej nocy.

 

Jednak noce to czas, kiedy szczególnie możesz dać dziecku odczuć, jakim jesteś rodzicem, jakim uczuciem go darzysz, jak Ci na nim zależy, jak ważnym jest dla Ciebie człowiekiem.

 

Czy znasz odpowiedzi na te pytania?

 

Jakim chcę być rodzicem w nocy?

 

………………………………………………………………………………………………………….

 

Jak chcę działać, gdy moje dziecko chce się przytulić?

 

………………………………………………………………………………………………………….

 

O co chcę zadbać, gdy moje dziecko się boi?

 

………………………………………………………………………………………………………….

 

I niby wiesz, bo nasłuchałeś się o rodzicielstwie bliskości, o tym, że trzeba tulić, nosić, ale głęboko wpojony strach nagle dochodzi do głosu. Strach przed tym, że dziecko zostanie w Twoim łóżku na zawsze wpuszcza Cię w przysłowiowe maliny.

 

Co ciekawe, ci którzy zorientowali się, że ten mały gość w łóżku to w sumie nie taki problem często się do tego nie przyznają. Ty może im uwierzysz i do tego oprócz strachu dojdzie jeszcze chęć bycia jak inni i powtarzanie „moje dziecko od zawsze śpi samo”. Ten etap to już nieraz prawdziwe kłopoty.

 

Co się dzieje, gdy nie jesteś czułym, troskliwym i uważnym rodzicem w nocy?

 

Jaki przekaz o sobie dostaje dziecko, gdy nie reagujesz na jego płacz?

 

Jakie wspomnienia będzie miał Twój maluszek z tego okresu?

 

Jak wpływasz na rozwój swojego dziecka?

 

Jak widzisz, o wielu rzeczach decydujesz Ty sam, niezależnie od tego, co piszą poradniki, możesz sam wyobrazić sobie, jak czuje się płaczący maluch i wybrać, jakim będziesz rodzicem.

 

Niezwykle przydatna może okazać się wiedza, że tak popularna (niestety) metoda wypłakiwania jest dla dziecka, dla Waszej relacji bardzo szkodliwa.

 

Autorzy książki „Księga snu”, Searsowie, przytaczają wiele badań, w których wykazano, że kiedy pozostawiamy płaczące niemowlę w samotności i nie reagujemy na jego płacz, doświadcza ono lęku i paniki,  a mózg zalewają mu hormony stresu, adrenaliny i kortyzolu. Hormony te zaś oddziaływujące przez dłuższy czas na mózg dziecka powodują szkodliwe skutki neurologiczne, które mogą mieć trwałe konsekwencje dla rozwoju fragmentów mózgu.

Co to oznacza dla dziecka? Dochodzi wtedy do zaburzeń wzrostu, upośledzenia układu odpornościowego, a niektóre z badań przytaczanych w „Księdze snu” wskazują, że u niemowląt, które przeżywały długotrwały płacz, jest dziesięciokrotnie wyższe prawdopodobieństwo wystąpienia w wieku dziecięcym nadpobudliwości psychoruchowej ADHD, gorszych wyników w szkole, zachowań aspołecznych. Można też zaobserwować zniszczenia niektórych połączeń nerwowych w kluczowych obszarach rozwijającego się mózgu dziecka, przede wszystkim tych odpowiedzialnych za przywiązanie i kontrolę emocji.

 

Jeśli nie wstajesz do swojego dziecka, nie utulasz go w płaczu bo:

– chcesz się wyspać lub

– boisz się, że go rozpieścisz lub

– dla jego dobra, bo chcesz je usamodzielnić,

możesz wpaść w wielką pułapkę już na starcie swojego rodzicielstwa.

 

Nie reagując na płacz, zaniedbując potrzebę bliskości i BEZPIECZEŃSTWA swojego maleństwa możesz doprowadzić również do tego, że nie będzie prawidłowo rozwijać się ta część mózgu dziecka, odpowiedzialna za przywiązanie i kontrolę emocji. Dziecko wówczas może być gwałtowne, impulsywne i niestety EMOCJONALNIE OBOJĘTNE. Wiele przykładowych badań prezentowanych przez Searsów pokazuje, że tych skutków zaniedbania jest znacznie więcej.

 

Jeśli zaciekawił Cię temat dobrego snu maluszka przeczytaj „Księgę snu. Kompleksowy przewodnik rodzica: usypianie, spokojny sen i odpoczynek całej rodziny” autorstwa Williama Searsa, Marthy Sears, Roberat Searsa, Jamesa Searsa.

Jeśli dodał Ci pewności, dziel się nim z innymi rodzicami by śmiało reagowali na płacz maluszka w nocy.

 

Ważne! Nie dla każdego ważna jest bliska relacja z dzieckiem, dlatego nie każda rada będzie dla Ciebie dobra.

 

Coś ode mnie.

Pamiętam noc, kiedy sama nie miałam ochoty zwlec się z łóżka. Przemówiłam przez sen, że nie ma co iść od razu, bo przecież potem będzie tak co noc, a mój mąż wstał uznając, że to co mówię jest pozbawione sensu i podążył za swoim ojcowskim instynktem. Dobudzając się mówił pod nosem: „on mnie potrzebuje, on jest taki malutki” i poszedł go utulić. Spali niczym dwa niemowlaki, widok wzruszający, a z czasem możecie się już tylko domyślić, jakie pierwsze słowo powiedział mój syn. Tak właśnie „TATA”, a ja obserwując mogłam powoli się uczyć i podziwiać. Od tej nocy wydarzyło się wiele i mam dziś pewność, że cudownie spotkać kogoś, kto zasieje choć nutkę niepewności w nasze przekonania i spowoduje, że zaczniemy sprawdzać, szukać tego, co jest lepsze, co nam bardziej służy.

 

Na podstawie: Księga snu: Kompleksowy przewodnik rodzica: usypianie, spokojny sen i odpoczynek całej rodziny autorstwa Williama Searsa, Marthy Sears, Roberat Searsa, Jamesa Searsa

Zapytaj o wolne terminy

  






* Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych.

Zapis udany! Dziękujemy