Zachciało Ci się umowy z dzieckiem?!

Zachciało Ci się umowy z dzieckiem?!

Umowa z dzieckiem ―  przyczyną awantury?

Czy przypominasz sobie wielkie awantury, do których dochodziło, bo dziecko nie chciało zrobić czegoś, o co je prosiłeś/prosiłaś?

Po kilku nieudanych próbach wyegzekwowania posłuszeństwa wpadałeś/wpadłaś na pomysł: „Może się z nim umówię?”. Przeprowadziłeś/przeprowadziłaś z dzieckiem rozmowy, by mu pokazać, jak Ci zależy na przykład na jego zdrowiu, po czym prosiłeś je bardzo gorąco, by wcześniej kładło się spać, najlepiej już o 20.00. Dziecko usłyszało, jakie to dla Ciebie ważne, i chcąc zadbać o relacje z Tobą, bez namysłu odpowiedziało: „Dobrze tatusiu! Dobrze mamusiu!”.

Co działo się dalej?

Ty ― zachwycony/a, że wreszcie nie będziesz musiał(a) napominać, szantażować, wymyślać kar itd. ― uwierzyłeś/uwierzyłaś, że kiedy przyjdzie wieczór, Twoje ukochane dziecko spełni Twoją prośbę.

Nic nie przeczuwając, w poczuciu zadowolenia przeżyłeś/przeżyłaś cały dzień. W końcu nastał wieczór. I należało przypomnieć sobie i dziecku o Waszej umowie.

Tata/Mama: Pamiętasz? Umówiliśmy się, że wcześniej pójdziesz spać.

Dziecko: Tak, tak, pamiętam, zaraz idę.

Tata/Mama: Pamiętasz? Umówiliśmy się, że wcześniej pójdziesz spać. Możesz już założyć piżamę?

Dziecko: Tak, już, za chwilę. Tylko coś skończę…

Taka wymiana zdań powtórzyła się kilka razy. A dalszy scenariusz już znasz…

Jesteś zdenerwowany, bezsilny, frustracja sięga zenitu. Masz ochotę ― i w sumie zaczynasz ― wykrzykiwać znane Ci: „Jak się zaraz nie położysz, to zgaszę światło, wyrzucę klocki…”. I tu repertuar działań na bogato.

Kiedy atmosfera już bardzo się zagęszcza, w końcu  dziecko, często z płaczem, idzie do łóżka, co nie znaczy, że spokojnie zasypia. Jest smutne, czuje się może przegrane, może odrzucone, bo o przytuleniu do snu nie było już mowy.

A co z Tobą?

Czy jesteś usatysfakcjonowany przebiegiem zdarzeń? Zwykle nie, bo napięcie, ta cała słowna szarpanina powodują, że jesteś zwykle zmęczony, w dodatku miewasz poczucie winy. Rano przepraszasz. Ale gdy ponownie dochodzi do podobnej wymiany zdań, to już przestaje Ci być do śmiechu i odkrywasz, że nie radzisz sobie z tą sytuacją.

Zadajesz sobie mnóstwo pytań: co zrobić w takich momentach? Dlaczego umowa nie działa? Czy ze mną, z moim dzieckiem jest coś nie tak? Czy jest jakieś wyjście z tej sytuacji? Może zarzucasz sobie, jakim to jesteś nieskutecznym, beznadziejnym rodzicem, że nie masz autorytetu, a może obwiniasz dziecko, że to ono wyprowadziło Cię z równowagi i to przez nie tak się zachowałeś. Niezależnie od tego, kogo obwiniasz, nie służy to ani Tobie, ani dziecku, ani Waszej relacji.

Rozwiązań tej trudnej sytuacji jest wiele, często dochodzi się do nich drogą samodzielnych poszukiwań rodziców. Przed wyborem jakiegoś rozwiązania, eksperymentowaniem z nim warto jednak zadbać o to, co dla Ciebie najważniejsze. Pamiętać, że niezależnie od tego, jakie rozwiązanie wybierzesz, dobrze, by nie miało ono znamion przemocy fizycznej ani psychicznej, by droga do snu była drogą negocjacji, wspólnych pomysłów i wzajemnego SZACUNKU ― również szacunku do dziecka.

matka z małym dzieckiem

Dlaczego jednak umowa między Tobą i dzieckiem nie działa?

Wydaje Ci się, że włożyłeś w ustalenie zasad umowy sporo wysiłku, że z zaangażowaniem wytłumaczyłeś dziecku, dlaczego to takie ważne dla Ciebie. Jesteś przekonany, że uzyskałeś dorosłą, odpowiedzialną zgodę ― zapewnienie dziecka  że już zawsze będzie ono robiło tak, jak Ty chcesz. Bardzo trudno Ci pojąć, dlaczego dzieje się inaczej pomimo ustaleń.

Jeśli masz łatwość „wchodzenia w buty dziecka”, patrzenia na świat jego oczami, to szybko zorientujesz się, że dotrzymanie przez dziecko umowy w wielu przypadkach jest dla niego zbyt trudne, a nawet niemożliwe. Z łatwością też zrozumiesz, że niedotrzymanie warunków umowy nie wynika ze złośliwości dziecka ani z jego braku szacunku do nas, ale z chęci zadbania o swoje potrzeby, czy to zabawy, czy kontaktu.

Co jednak, jeśli nie masz tej umiejętności?

Co jeśli ją masz, ale postawienie się w sytuacji dziecka nie przychodzi Ci z łatwością?

Agnieszka Stein w książce Dziecko z bliska pisze, że:

  • zawieranie umów może być dla dziecka jedną z trudnych sytuacji,
  • zgoda dziecka na przestrzeganie wyznaczonych przez Ciebie zasad nie jest jego świadomą ani odpowiedzialną decyzją,
  • zgoda dziecka na Twoje warunki jest tylko przejawem jego chęci współpracy i bycia z rodzicami w przyjaznych stosunkach.

Agnieszka Stein zwraca też uwagę na to, iż często umowa jest po prostu inaczej sformułowanym poleceniem rodzica, takim, którego wykonania dziecko raczej nie może odmówić.

A jak to jest u Ciebie? Czy umowa, którą proponujesz swojemu dziecku, to coś, czego ono też chce, co mu się podoba, czy raczej są to Twoje oczekiwania, polecenia, rozkazy i z nadzieją czekasz na dziecięce „tak”?

Jeśli umowa jest ukrytym poleceniem, to warto, byś wiedział(a), że możesz spotkać się z oporem, ze sprzeciwem.

Sprawdź sam, ile razy doświadczyłeś/doświadczyłaś, że dany moment nie jest jednak dobry na zrealizowanie umowy i że dziecko krzykiem, płaczem lub inną formą sprzeciwu protestuje przeciwko temu, czego nie chce zrobić, a na czym Tobie zależy.

Czy wtedy nie sięgałeś/sięgałaś po znane Ci stare sposoby szantażu, krzyku, zastraszania? Bywa, że niektóre dzieci wywiązują się z tego, co obiecały, gdy widzą Twoją niezadowoloną minę albo rozczarowanie. Dotrzymują słowa, nawet jeśli nie bardzo mają na to ochotę. Są jednak wówczas bardzo smutne i wycofane.

Sprawdź, czy to, o co prosisz dziecko, jest dla Ciebie tak bardzo ważne tu i teraz, pomyśl, czy możesz o swoją potrzebę zadbać inaczej, może z humorem. A może jesteś w stanie trochę odpuścić, chociaż do chwili, gdy wymyślisz jakieś inne, bezprzemocowe rozwiązanie.

Może świadomość, że dziecko zgodziło się na wszystko pod presją i z pragnienia utrzymania z Tobą dobrej relacji, złagodzi Twoje spojrzenie na dziecko, pozwoli zrozumieć, że spełnienie pewnych oczekiwań jest nierealne, pomoże zmienić negatywne nastawienie na ciekawość i otwartość na to, co jest po stronie dziecka.

Negocjuj, dogadaj się albo… odpuść. Poszukaj innego sposobu, by zadbać o swoje potrzeby.

W szukaniu rozwiązań sięgaj po zabawę ― polecam Ci książkę Rodzicielstwo przez zabawę Lawrence’a J. Cohena.

Przekonaj się, jak zabawnie i radośnie może być.

Matka ponosi porażkę?

Matka ponosi porażkę?

Miała być joga, zwyczajny wieczór pracy z ciałem. Pies z głową w dół, pies z głową w górę…

Jakże bardzo te dwie pozycje jogi mają się do porażki, którą Magdalena Dziedziak-Wawro nazwała „sukcesem w stroju roboczym”… (M. Dziedziak-Wawro: Alfabet szczęścia z coachingiem w tle i kotem na kolanach, 2018).

Porażka każdemu kojarzy się z czymś innym.

Dla niektórych porażka to coś niewyobrażalnego, co zdarzyło się tylko im. Oni nie wierzą, że mogą się podnieść – tak po prostu: podnieść – po porażce.

Dla niektórych, i tym chyba jest w życiu znacznie lepiej, porażka to lekcja, to rozwój, to nowe doświadczenie przynoszące refleksje, naukę nowego i otwierające możliwość zmiany na lepsze.

A jak Ty patrzysz na porażki? Przypomnij sobie jakieś doświadczenie życiowe, które postrzegasz jako porażkę. Pewnie przykre, przywołujące trudne emocje.

Ponieważ moją miłością jest zajmowanie się relacjami rodzic – dziecko, to poddaję swoją myśl… Jaka porażka matki/ojca przychodzi Ci do głowy?

Tego wieczoru słowa porażka-matka przywołały w mojej głowie to wspomnienie.

Pewna kobieta głosem pełnym bólu i smutku opowiadała mi kiedyś o swojej utraconej relacji z córką. Najpierw myślałam, że wszystko da się jeszcze naprawić, nadgonić, wyjaśnić, odbudować, ale w miarę trwania opowieści ta myśl stawała się bledsza i coraz mniej realna. Pomimo tego, że córka miała dopiero 19 lat, całkowicie zerwała kontakt z matką. Czy wtedy można coś jeszcze zrobić?

Chyba tylko sobie wybaczyć, by zyskać ukojenie i wewnętrzny spokój. Ale czy można coś zrobić z relacją?

Zobaczyłam też matkę, która cierpiała na ogromny ból głowy. Wydawało się, że od tego bólu głowa fizycznie naprawdę pęknie. Zdawało się, że to tu, na łóżku, w pięknej sypialni, kiedy oczy małej dziewczynki są z ukrywanym wielkim strachem wpatrzone w matkę, ona zakończy swój żywot. W tym bólu matka odkryła, że pomimo iż sama bardzo kochała swoją córeczkę, ona mogła wątpić w tę miłość. Matce przypominały się wszystkie kłótnie o bałagan w pokoju, o skarpetki na podłodze, o nie odniesiony talerzyk, o spanie pomimo dzwoniącego budzika, o jeszcze nie zawiązane buty… W głowie pulsował wielki, ciężki, tępy ból, a matka wciąż słyszała te wypowiadane przez siebie przykre słowa. Ból psychiczny był jeszcze większy, bo bała się, że może nie zdoła już tego naprawić. I miała tylko jedną myśl: „Panie Boże, daj mi proszę jeszcze jedną szansę, błagam”… Dziś może przyznać, że odnalazła sposób na okazywanie swojej miłości, odbudowała to, co utraciła – rany pozostały, ale są też nowe, dobre wspomnienia. Czy nieradzenie sobie z bólem było porażką czy – spróbujmy popatrzeć na to z innej perspektywy – przyczyniło się do sukcesu?

Matka wspomina swoją bezsilność, mówi, jak czasem trudno wytrzymać i nie krzyknąć na dziecko. To postrzega jako porażkę – frustracja matki, jej niemoc wyzwala krzyk.

Jeśli nic z tym nie zrobi, ów krzyk będzie porażką i nie wniesie nic dobrego w życie. Spowoduje jedynie jeszcze większe poczucie winy i bezradności. Ale jeśli sięgnie do źródeł swojego krzyku, niezaspokojonych własnych potrzeb, być może lepiej pozna samą siebie, a dzięki temu będzie mogła się zmieniać i być dla swojego dziecka taką, jaką pragnie być.

Inna matka, która dostrzegała toksyczność partnera swojej córki, postanowiła jej pomóc. Tłumaczyła,  co mężczyzna powinien wnosić do związku, jak powinna wyglądać zdrowa relacja z drugim człowiekiem. W odpowiedzi córka powiedziała do matki: „Mamo, a co ty mi pokazałaś? Tata był zawsze bierny, nic nie wnosił, ty latałaś koło niego jakby był pępkiem świata”. Ten związek – małżeństwo – jawił się matce dziewczyny jako życiowa porażka, ale zakończona sukcesem, bo doszło do zakończenia relacji, w której nie było zaangażowania, radości, wspólnych marzeń. Sukcesem był tu przede wszystkim własny rozwój, przepracowanie trudnych tematów, poznanie siebie, polubienie i odkrywanie piękna życia, dzielenie się nim z innymi.

Chcąc nie chcąc, warto wiedzieć, że dzieci – niezależnie od tego, czy nam się to podoba czy nie – uczą się przez naśladowanie wzoru.

Jakim zatem jesteś wzorem? Czy jeśli Twoje dziecko podążać będzie Twoim śladem, będziesz szczęśliwa?

Kiedy wspominamy rodzicielskie porażki, przychodzą nam do głowy też wspaniałe chwile, te, które postrzegamy jako sukces. Sukces już nie „w stroju roboczym”, ale odświętnym. Cieszymy się na samą myśl o tym sukcesie, na samo jego wspomnienie.

Czy masz takie chwile? Jeśli tak, to sięgnij do nich. I podziel się nimi, delektuj. Świętuj swoje sukcesy.

Matka miło spędziła dzień z córką. Nagle córka wyciągnęła coś i powiedziała: „Mamo, namalowałam obrazek i pomyślałam, że podaruję go Tobie. Ty jesteś zawsze taka wesoła i radosna”.

Ta sama mama, kiedy obudziła się rankiem, znalazła pod drzwiami sypialni kartkę. Wspomina: „Spodziewałam się od nastolatki  tekstu »Nie budź mnie, nie trzaskaj, bądź cicho…«, a znalazłam: »Kocham Cię, Mamo, dobrego dnia«”.

 

Ćwiczenie dla Ciebie.

Jeśli już przywołałaś wspomnienie trudnej, może dramatycznej sytuacji ze swojego życia, może nawet ponownie poczułaś ból, cierpienie, bezsilność, to sprawdź:

  • czym jest dla Ciebie porażka?
  • jeśli doświadczasz porażki to …
  • czy porażka to stały element Twojego życia?
  • co nowego przyniosło to doświadczenie?
  • czego Cię nauczyło?
  • czego nowego się o sobie dowiedziałaś?
  • do czego ważnego Cię przybliżyło?
  • w jakim obszarze Cię wzmocniło?

I podsumuj: Jaką lekcje zabierasz na przyszłość z tego doświadczenia?

Dogadać się z dzieckiem bez kar – czy to możliwe?

Dogadać się z dzieckiem bez kar – czy to możliwe?

Od niepamiętnych czasów toczą się zacięte spory i dyskusje na temat karania w wychowaniu. Jedni twierdzą, że możliwe jest wychowanie dziecka bez stosowania kar, inni – że się nie da. Jedni krzyczą, że tylko karanie pozwala na wyegzekwowanie pożądanych zachowań, drudzy – że to nie działa.

Nie dalej jak wczoraj podczas szkolenia jedna z mam powiedziała, że pracowała w szkole z dziećmi, z którymi „nie dało się bez kar”. Ale nawet karanie nie działało.

Jaki sens mają te dyskusje? Czy warto w ogóle kogokolwiek na siłę przekonywać do naszych opinii, używać argumentów, by pokazać, że jedno działa, a drugie nie działa, albo jedno jest dobre, a drugie nie?

Pamiętam, jak sama kończyłam moją pełną emocji dyskusję i przekonywałam, że postawianie dziecka samego, aby się wypłakało, nie jest dobrym rozwiązaniem, i słyszałam w odpowiedzi: „Ale u mnie się to sprawdziło”, „Ale u mnie zadziałało”.

W odpowiedzi na magiczne „zadziałało” wycofywałam się dość szybko z dyskusji – z otwartą niemal buzią i niemym komunikatem: „i…?”. Kompletnie nie wiedziałam, co dalej, jak przekonywać nieprzekonanych, aż przyszedł dzień, w którym zdałam sobie sprawę, czego brakuje w dyskusjach o rodzicielstwie, co powoduje, że prowadzą one donikąd.

Co więc jest nieodzownym elementem skutecznego rodzicielstwa?

To pytanie właśnie do Ciebie. Po czym poznasz, że odniosłaś/odniosłeś sukces jako Mama lub Tata, że Ci się udało?

Czasem wydaje się, że skuteczne rodzicielstwo zależy od opanowania pewnych sztuczek, nabycia umiejętności, nauczenia się strategii, wypełnienia określonej roli rodzica. Czy jednak na pewno?

Jak to jest, że niektórzy dorośli świetnie radzą sobie w biznesie, potrafią rozwiązywać konflikty, być asertywnymi, czyli mają wiele cenionych kompetencji interpersonalnych, a jako rodzice – w relacji z własnym dzieckiem – ponoszą porażkę?  Swoją porażkę poznają po tym, że dziecko się z nimi nie liczy, unika kontaktu, robi rzeczy, których w ogóle nie mogą pomieścić w swojej głowie, że nie ma w relacji rodzica z dzieckiem wzajemnego szacunku, przyjaźni, więzi, że dziecko nie zwraca się do rodzica o pomoc, gdy jej potrzebuje, że nie dzieli się swoim życiem… Rodzice wówczas odkrywają swoją NIEMOC.

I właśnie o tym – o utracie tego, co ważne, o władzy rodzicielskiej, rozumianej nie jako siła, ale jako więź, jako bliska relacja – pisze trafnie Gordon Neufeld i Gabor Mate w książce Więź. Dlaczego rodzice powinni być ważniejsi od kolegów.

Neufeld i Maté podkreślają fakt, że RODZICIELSTWO TO NIE STRATEGIE – że rodzicielstwo jest intuicyjne i naturalne, jeśli dziecko jest do nas przywiązane. Uzmysławiają nam, że ważne w rodzicielstwie jest to, by dzieci oczekiwały od nas zaspokajania swoich potrzeb. I co ważne, że nie gwarantuje tego zależność dziecka od nas. Osobiście jestem również, podobnie jak Neufeld i Maté przekonana, że pomimo iż dziecko nie będzie jeszcze istotą niezależną, samodzielną, możemy utracić samoistny autorytet rodzicielski i poczuć tę właśnie niemoc.

Cóż… Im wcześniej sobie uświadomimy, CO WAŻNEGO dla nas jest w rodzicielstwie, na czym najbardziej nam zależy, tym łatwiej nam będzie wybierać rozwiązania spośród wielu możliwych i słuchać dobrych dla nas rad.

Rodzic, któremu najbardziej zależy na posłuszeństwie jego dziecka, na byciu postrzeganym przez innych jako konsekwentny, twardy rodzic itd., będzie wybierał inne strategie niż ten, dla którego ważna będzie relacja z dzieckiem oparta na bliskości, zaufaniu, zgoda na bycie sobą, innym niż sobie wymyślił.

Ważne w rodzicielstwie bliskości  jest zaakceptowanie swojego dziecka takim, jakie ono jest, i poszukiwanie sposobów wspierania go w pokonywaniu trudności, a nie podejmowanie prób zmieniania dziecka. Pamiętam taką swoją myśl: „Czy nie mogłabyś lepiej pamiętać? Być trochę szybsza, mieć lepszy prządek?”. Dziś się śmieję z tego, że też miałam takie pomysły.

Zatem odpowiedz sobie na pytania:

  • Jakich doświadczeń pragniesz w swoim rodzicielstwie?
  • Za czym tęsknisz w swojej relacji z dzieckiem?
  • W jaki sposób chcesz się rozwijać, wzrastać?
  • Co pragniesz dać swojemu dziecku w jego podróż życia?

Rodzice często mówią, że pragną dla swoich pociech tylko dobrego. Jedna z moich klientek bardzo chciała, by jej dziecko było asertywne, odważne, by komunikowało swoje potrzeby, chroniło swoich granic, ale w rzeczywistości czuła, że jej działania wcale nie zmierzają w tę stronę. Przyznała, że sama nie jest asertywna.

Oczywiście, dobre intencje to klucz do rozwoju, do poszukiwania. Nie wystarczą jednak, by działo się to, czego pragniesz. Zatem jeśli masz dobre intencje, wyrusz na poszukiwanie drogi, sposobów, strategii, które pomogą Ci w byciu takim rodzicem, jakim chcesz być, w budowaniu wzoru, jaki chcesz by naśladowano. I sprawdzaj.

Co możesz zrobić, gdy Twoje dziecko myśli inaczej, robi inaczej, niż Ty sobie tego życzysz?

Posłuszeństwo dziecka czy dobra relacja?

Z rodzicami podczas wspólnej pracy niemal zawsze odkrywamy, że stosowanie kar nie zbliża rodzica do dziecka, nie wspiera go w rozwoju, nie daje mu wsparcia w sytuacji, w której jest mu i tak już trudno, nie umożliwia też budowania bliskiej, dobrej relacji. Czasem jednak ułatwia życie. Zwykle na krótko. Właśnie dlatego tak ważne jest, by w relacji z dzieckiem uwzględnić upływający CZAS.

Czy zdajesz sobie sprawę z tego, jak ważny jest każdy Twój dzień z dzieckiem i z nim Twoja interakcja?

To, czy jesteś rodzicem wspierającym czy oceniającym, krytykującym czy towarzyszącym wpływa na to, czy budujesz więź, która pozwoli Ci zachować autorytet rodzica – autorytet, za którym dziecko będzie chciało podążać – czy ów autorytet utracisz.

Działasz tu i teraz – a budujesz teraźniejszość i przyszłość.

Sam możesz zapytać siebie, czy strategia oparta na sile, strachu, celowym sprawianiu przykrości pomoże Ci być bliżej swojego dziecka, gdy to ono będzie dokonywać wyboru, czy jeszcze Cię potrzebuje, czy chce być z Tobą w kontakcie?

Czy to, że jesteś dziś w stanie zmusić dziecko do różnych działań, zachowań, pomoże Ci towarzyszyć mu, kiedy będzie ono nastolatkiem?

Czy to, że zawsze wiesz lepiej, że masz pomysły na każdą sytuację, rozwiązania każdego problemu, a nie słuchasz z uważnością, ciekawością sprawi, że dziecko przyjdzie do Ciebie, gdy będzie Cię potrzebować, gdy będzie kosztować życia i zbierać własne trudne doświadczenia?

To Ty wybierasz, jaką relację tworzysz z własnym dzieckiem. Tak jak małe dziecko uczy się, co je przybliża do innych dzieci i sprawia, że chcą się z nim bawić, chcą z przebywać i dzielić się, tak Ty możesz się rozwijać i uczyć, jak skutecznie wspierać swoje dziecko, jak korzystać z możliwości zrobienia PAUZY, zatrzymania się, jak mniej robić tego, co nie przybliża Cię do dziecka i do Twoich marzeń, a więcej tego, co pozwala Ci dziecku towarzyszyć.

Czasem słyszę: „Ja byłam/byłem karany i wyrosłem na ludzi”. Jak to możliwe? Poziom akceptacji karania rośnie wraz z ekspozycją na kary. Kolejna, piętnasta uwaga w zeszycie, dwudziesta dwója, dziesiąta kara, kolejny szlaban nie robi już na dziecku wrażenia, ale odsuwa dziecko od rodzica. Bywa i tak, że przestajemy znać swoje dziecko, dostrzegamy już tylko pozory, jakimi nas karmi. Jesteśmy oszukiwani – nasze dziecko nauczyło się kombinować, ukrywać przed nami prawdę i często radzić sobie w sposób, którego nie chcielibyśmy dla niego.

Czasem dzieje się odwrotnie – nasze dziecko staje się absolutnie podporządkowanym człowiekiem, nieumiejącym słuchać siebie, komunikować swoich potrzeb i dbać o nie. Jak to wpłynie na jego dorosłe życie? Jakie to ma dla Ciebie – Mamo, Tato – znaczenie?

To Ty wybierasz, ile razy w reakcji na konkretne zachowanie dziecka zamiast po karę, moralizowanie, pouczanie sięgniesz po zabawę, okażesz ciekawość i zainteresowanie.

To Ty wybierasz, czy będziesz jasno komunikować dziecku swoje oczekiwania i czy nauczysz się uważnie słuchać jego innego zdania, okazywać, że jest ono dla Ciebie ważne.

Jak widzisz, nie każdemu udaje się i nie każdy wybiera rodzicielstwo bez kar. Ilu rodziców wybierze karę zamiast zabawy w mycie zębów czy puszczanie statków w wannie?

Czy masz na to siłę? Czy to, jak dbasz o siebie, pozwala Ci być bliżej siebie, bliżej swoich marzeń o rodzicielstwie?

Jeśli masz ochotę budować dobrą relację z dzieckiem, opartą o szacunek i zaufanie i jeśli chcesz może tylko rozważyć dogadywanie się z dzieckiem bez kar i nagród, napisz do mnie. Pomogę Ci poprzyglądać się korzyściom i stratom jakie niosą one za sobą dla Waszej relacji i będzie Ci łatwiej podjąć decyzję. I działać w zgodzie z tą decyzją.

Jeśli czujesz, że zależy Ci na Twojej relacji z dzieckiem, na kontakcie z nim, na tym, by Twoje dziecko chciało przyjmować od Ciebie pomoc, wsparcie, by liczyło się z Tobą, by chętniej współpracowało bez kar i nagród, ale sam nie potrafisz do tego doprowadzić, zapraszam Cię do kontaktu.

 

Twój coach, Wioletta

Daj człowiekowi wędkę, a nigdy nie będzie głodny – czy to możliwe w rodzicielstwie?

Daj człowiekowi wędkę, a nigdy nie będzie głodny – czy to możliwe w rodzicielstwie?

Kiedy myślę o wartościach, o fundamentach w rodzicielstwie, mam przed oczami właśnie ten cytat. Myślę sobie, ile razy w życiu dostajemy rybę, którą jest dla mnie rada, wskazówka, za którą podążamy, ale wciąż możemy nie mieć tej swojej wędki. I kiedy nie możemy zapytać, dostać porady, odpowiedzi od kogoś, nie umiemy jej znaleźć w sobie.

Znaleźć w sobie, nie mam na myśli sięgnięcie bezrefleksyjne po wzorzec, po nawyk, jakiś odruch tzw. intuicję, ale prawdziwie przemyślaną, uświadomioną własną odpowiedź. Po rozwiązanie, które z jakiegoś dla mnie powodu jest bardzo ważne i właściwe tu i teraz.

Czy ja zawsze miałam swoją wędkę? Absolutnie nie!

Jedynym drogowskazem były własne doświadczenia z domu rodzinnego. Wzorce obserwowane i wtłaczane nieświadomie od lat, których wcale  nie chciałam w większości powielać i odtwarzać. Ale jeśli nie masz nic więcej, to ruszasz po książki, bierzesz jak leci, pytasz tu i tam, a potem zostajesz z mętlikiem w głowie.

Myśl miałam jedną: „być idealną mamą”. Dziś uśmiecham się do siebie, kiedy o tym piszę, ale wtedy tak było, wiedziałam, czego nie chcę robić, ale nie bardzo wiedziałam, co w zamian może być lepsze. Wiedziałam, że trzeba coś przeczytać, czegoś się nauczyć.

I tak stawałam się mamą konsekwentną, moje dziecko mnie słuchało, wielu podziwiało, że tak sobie dobrze radzę, a ja byłam prawie pewna, że idę we właściwym kierunku.

Czy też o tym marzysz? Jeśli tak, to koniecznie przeczytaj do końca ten wpis.

niebieski obraz Wiolleta Przenniak-Cołta

Pewnego dnia ze wstydem, ze skruchą przyznałam się sama przed sobą – POLEGŁAM!

To nie stało się od razu, nagle, ale działo się powoli, od narodzin swojego ukochanego dziecka, od  zagubienia, przez kłótnie, kto wie lepiej, kto ma rację, odliczanie do trzech, uprzedzanie o konsekwencjach, twarde stawianie na swoim, przez frustrację, bezsilność, łzy, aż do pytania.

ALE JAK TO? DLACZEGO?

Pamiętam jeden dzień, gdy rozmyślając w kuchni o tym, że coś tu nie gra w tym moim matkowaniu, moja córka szła w moją stronę. Zwykła rozmowa z prędkością kosmiczną przybierała już wrogi, wojenny klimat, a wraz z nim odczuwałam głęboki ból, cierpienie.

NIE TAKA MIAŁAM BYĆ!

NIE TAKA MIAŁA BYĆ MOJA RELACJA Z CÓRKĄ!

GDZIE SIĘ ZAGUBIŁAM?

CO ZAGUBIŁAM?

Było mi trudno, ale tym razem zamiast dalej dowalać sobie w myślach, popatrzyłam na siebie, jak na bliską mi osobę. Zobaczyłam bezradną, zagubioną matkę, bez drogowskazu, bez wędki, ze stertą niszczących przekonań, kiepskich poradników itd. Uznałam swoją porażkę, swój ból i zaczęłam zadawać sobie pytania.

O co mi chodzi? Na czym mi tak naprawdę zależy? Co ja chcę osiągnąć?

Bo ani posłuszne, ani zbuntowane dziecko, ani konsekwentna matka, ani rezygnująca ze swojej roli matka nie dawały uczucia ulgi i satysfakcji. Co dla mnie w tym macierzyństwie jest ważnego?

I odpowiedź ukazywała się jedna, wyraźnie, za każdym razem ta sama.

Zależy mi na BLISKIEJ RELACJI, na zaufaniu.

Pragnęłam, by moje dziecko przybiegało do mnie z tym, co je cieszy, co je martwi, ale czy ja szłam w tę stronę? Nasza relacja, nasza rzeczywistość zdawała się oddalać od tego upragnionego celu.

Głupie poradniki miałam w głowie! A może sięgałam nie po te, co trzeba? Ale skąd wiedzieć, po które trzeba? Głupie rady! Łatwo osądzać, ale skąd samemu wiedzieć, które mi służą, które mogą być dla mnie dobre?

Rozumiecie? Odkryłam, że poległam, potem, że nie miałam swojej wędki, ani swojego drogowskazu.

droga do rodzicielstwa

UPADEK UŚWIADOMIONY

Potem odkryłam, co jest dla mnie najważniejsze!

PODNOSZĘ SIĘ I WYRUSZAM W PODRÓŻ

W tej podróży wiele się wydarzyło po drodze, ale odkąd zbudowałam fundamenty mojego rodzicielstwa, jest o wiele łatwiej. Fundamenty to wartości, które pomagają iść tą drogą, która przybliża mnie do tego, co dla mnie ważne. Wartości rozpisane w konkretne działania, które znajdują odzwierciedlenie w moim życiu. Dzięki czemu wszelkie rady, poradniki, wspaniali ludzie zachęcają do refleksji, ale decyzje i odpowiedzialność za nie biorę już na siebie. Nie dzielę się nią i nie przerzucam na innych. To ja jestem MATKĄ, która wie, dokąd i jaką drogą podąża, nawet gdy czasem się pomyli. Mam swój własny drogowskaz, który daje poczucie bezpieczeństwa, pewności, że wspinam się w życiu po tej drabinie, po której chcę i mam dziś pewność, że jakiekolwiek będą moje dzieci, jakąkolwiek wybiorą drogę, ja idę właściwą drogą. A że napotykam kałuże, dziury, kamienie, złamane gałęzie i różne rodzicielskie troski, już wiem, że to jest wpisane w ludzkie życie. Zarówno radość i cierpienie.

Gdybym miała dać Ci jedną radę, to zacytuję:

„NIE NALEŻY BAĆ SIĘ ZBYT DŁUGIEJ I KRĘTEJ DROGI,

NALEŻY BAĆ SIĘ ZŁYCH DROGOWSKAZÓW” Wiesław Czerpak-Nowina

Jeśli jesteś na mojej stronie, czytasz to, być może jesteś w tym momencie swojego życia, co kiedyś ja byłam. Może masz wiele niepewności i poszukujesz swojej drogi, swoich wartości, swojej siły. Jeśli czujesz, że to dla Ciebie dobry czas i jesteś przekonana, że najwyższa pora zająć się swoimi rodzicielskimi wątpliwościami i troskami, napisz do mnie.

Chętnie pomogę Ci odkrywać, co dla Ciebie ważne, byś jak najszybciej mogła być taką mamą, jaką chcesz i budowała takie relacje z dziećmi, na jakich Ci zależy.

Jestem beznadziejną matką! Czy chodzi o zerwane łącze?

Jestem beznadziejną matką! Czy chodzi o zerwane łącze?

Droga Mamo, czy cierpisz z powodu zachowania dziecka, czy obwiniasz się za wszystko, co ono zrobi i powie?

Czy doświadczasz frustracji i bezsilności z powodu zachowania swojego malucha?

Jeśli tak, to czytaj dalej.

Wszelkie brzydkie słowa, które dziecko wykrzykuje do matki, włącznie z „nienawidzę cię!”, „jesteś głupia”, oplucie, wypluty język lub podniesiona rączka dwulatka, słowo „NIE” – też interpretujesz jako brak skuteczności, jako swoją porażkę?

Podczas sesji mamy mówią, że kiedy doświadczają tych zachowań, pojawia się myśl:

„jestem beznadziejną matką, że nie potrafię wpłynąć na dziecko, jestem do niczego, nie radzę sobie” itd.

Na dodatek, kiedy kłopotliwe zachowanie dziecka zostaje skierowane przeciwko innej osobie, która podsumuje Cię „tak go wychowujesz, tak mu pozwalasz, jesteś za miękka, niekonsekwentna itd.?”.

Co dzieje się wówczas z Twoją wiarą w Twoje rodzicielskie umiejętności?

Czy pomaga Ci to w łagodnym traktowaniu samej siebie?

Jak zmienia się Twoje poczucie beznadziejności?

………………………………………………………………………………………………………………..

Ale czy zadajesz sobie pytanie, na ile to wszystko jest naprawdę o Tobie?

Wydaje Ci się, a może nawet jesteś przekonana, że coś źle tłumaczysz, skoro dziecko nie słyszy, nie przyjmuje argumentów i co jakiś czas znowu coś niszczy, zabiera, płacze, krzyczy…? Albo próbujesz się przekonać, że inne dzieci są spokojniejsze, nie płaczą tyle, nie są takie trudne itd. Przypomniało mi się ulubione powiedzenie znajomego: „trawa u sąsiada zawsze jest bardziej zielona”.

Zatem po pierwsze, chciałam Cię zapytać, czy wiesz, że kiedy Twoje dziecko jęczy, płacze, krzyczy, z różnych powodów, to niestety często pomimo swoich i Twoich najlepszych chęci, nie ma wtedy możliwości zrozumieć Ciebie?

Nie ma możliwości usłyszenia Twoich argumentów, a jego zachowanie jest powodowane tylko i wyłącznie chęcią zaspokojenia swoich potrzeb już od chwili narodzin (np. głodu, bliskości, poznawania świata, autonomii, zabawy i każda z nich jest tak samo ważna).

Dlaczego jednak mnie nie rozumie, kiedy tłumaczę?

Tak jest już od pierwszych dni życia dziecka, że część jego mózgu, tzw. kora nowa, odpowiedzialna za  kontrolowanie własnych impulsów, wyciąganie wniosków, kojarzenie faktów nie jest w pełni aktywna, kiedy dziecko robi to wszystko, co Cię tak bardzo irytuje.

Dlatego jest wielką nieprawdą i niesprawiedliwością powtarzanie, że niemowlęta wymuszają, manipulują rodzicami. One nie mają po prostu innych umiejętności komunikowania swoich potrzeb jak właśnie płaczem.

U dziecka dominują starsze ewolucyjnie i bardziej prymitywne części mózgu, w tym układ limbiczny, nazywany mózgiem emocjonalnym i tak zwany mózg gadzi, odpowiedzialny za reakcje na prawdziwe lub wyobrażone zagrożenie (reakcję walki, ucieczki, lub zamrożenia)[i].

Mało tego, ta kora nowa kształtuje się do 25 roku życia, a u dziecka jest jeszcze bardzo słabo uformowana.

I pomimo najlepszych chęci, Twojego stawania niemal na „głowie”, zawieranych z Tobą umów, dziecko nie jest w stanie długo jeszcze kontrolować swojego zachowania. Nie potrafi ot tak nagle przestać krzyczeć, czy zaprzestać robić czegoś, czego sobie nie życzysz.

Dodam, że dorośli też często nie potrafią zatrzymać się w swoich krzykach, wymyślaniach i podobnie do dzieci zwykle już za kilka chwil bardzo tego żałują.

Płaczący chłopiec

Jeśli jednak czasem Twoje dziecko nagle stanie się niby grzeczne, niektórzy mówią „postawione do pionu”, to dzieje się tak tylko na skutek dużego strachu i ogromnego stresu. Wtedy mózg dziecka jakby traci łączność z korą nową i działa z poziomu mózgu gadziego, nazywanego też niższym piętrem i przechodzi w stan tzw. zamrożenia, przeczuwając zagrożenie życia.

Staje się ciche, uważnie patrzy, a może siedzi w kącie lub swoim pokoju i jakoś sobie radzi (bardzo się boi), ale już nie walczy.

A  jaka jest Twoja interpretacja?

Interpretujesz te kłopotliwe zachowania, jako złośliwości, jako efekt złego wychowania, jako swoją porażkę?

Ale czy możesz przeskoczyć skoki rozwojowe u dziecka, czy możesz sprawić, że kora nowa, która kształtuje się przynajmniej do 25 roku życia (niektóre źródła podają, że do 28, a niektóre, że przez całe życie człowieka) będzie w pełni rozwinięta np. u dwu- czy trzylatka?

Co te fakty mówią Ci o Twoim rodzicielstwie? Co one mówią o Tobie?

To, że dziecko nie radzi sobie z emocjami, to nie jest informacja o Tobie. Fakt, że dziecko zachowuje się niezgodnie z oczekiwaniami, to też nie jest informacja o Tobie. To informacja o Twoim dziecku.

Kiedy zaakceptujesz te fakty, że dzieci tak mają, że ich mózg się jeszcze rozwija, i ze żadne z tych kłopotliwych zachowań nie jest skierowane przeciwko Tobie, ani o Tobie, będziesz mogła świadomie wybierać na czym chcesz skoncentrować swoje działania.

„Panie, daj mi cierpliwość, abym umiał znieść to, czego zmienić nie mogę;

daj mi odwagę, abym umiał konsekwentnie i wytrwale dążyć do zmiany tego, co zmienić mogę;

i daj mi mądrość, abym umiał odróżnić jedno od drugiego” Marek Aureliusz

„Cieszę się, że zwróciłaś uwagę na to pytanie, które rodzice sobie często zadają – ‘czemu dziecko mnie nie słucha?’. Kojarzy mi się tutaj coś, co chyba wielu z nas zdarzyło się powiedzieć do dziecka: ‘ile razy mam ci jeszcze powtarzać?’ albo ‘mówiłam przecież milion razy, że nie wolno’ itp. A dzieci po prostu – nie słyszą nas, nie rozumieją, zapominają albo się rozpraszają. I to jest wszystko normalne, wpisane w rozwój. Wiele też już tu wyjaśniłaś. Myślę sobie, że jako rodzice chcemy być skuteczni. Czytamy poradniki, zapisujemy się na wykłady, kursy, śledzimy blogi rodzicielskie albo lepiej – sami mamy wykształcenie psychologiczne czy pedagogiczne i chcemy wprowadzić wszystkie mądrości, które postrzegamy jako wartościowe. Dodatkowo mierzymy się z tym, „co u sąsiada w ogródku” albo przeżywamy to, że nasze wybory różnią się od wyborów naszych rodziców czy rodziców męża/partnera. Tracimy gdzieś pewność siebie, wątpimy w nasze zasoby, gubimy łącze z rodzicielską intuicją. Wydaje mi się, że dzisiaj bardzo ważne jest, aby zadbać o przestrzeń, w której możemy naładować baterie, poczuć się pewnie z podjętymi decyzjami. Bardzo podoba mi się tytuł książki Agnieszki Stein: ‘Dziecko z bliska’. Przyglądajmy się swoim dzieciom, obserwujmy ich rozwój i bądźmy zaciekawieni. To nie walka: ‘rodzic’ kontra ‘dziecko’, ale wspólna droga. Dzieci przyglądają się także nam i biorą wszystko, bo jesteśmy dla nich najważniejsi. Przyglądajmy się też samym sobie. Warto wsłuchać się w te wszystkie trudne chwile, kiedy czujemy, że złość przybiera na sile i zaraz ‘trafi nas szlag’. I ten ‘szlag’ pewnie nie raz się odezwie. Sposoby radzenia sobie ze złością (własną czy naszego dziecka) to jedno i jest na to czas. Ale zgoda na to, że nie będzie idealnie, że coś się po ludzku zepsuje, że nie przewidzimy wielu sytuacji, że nie raz ktoś nas oceni, może przynieść wiele ulgi już w samym myśleniu o rodzicielstwie”.

Co jest zatem o Tobie?

Czy zdarzyło Ci się nakrzyczeć, choć już sobie obiecałaś, że nie będziesz?

Czy zdarzyło Ci się wymyślać kary, szantażować, manipulować, choć już obiecałaś sobie, że nie będziesz?

Czy zdarzyło Ci się odsyłać dziecka do pokoju, by się uspokoiło, choć wiesz, że jest to strategia niszcząca dziecko i relację z dzieckiem?

Niestety, nam dorosłym też zdarzają się takie zachowania, bo u nas również kora nowa może nie być w pełni aktywna, kiedy się tak denerwujemy. Wyobraź sobie, że z każdą chwilą zalewania Cię trudną emocją, łączność jest coraz słabsza, aż doprowadza do utraty kontroli. Zaczynasz działać w wielkim strachu, że dziecko już zawsze będzie tak krzyczeć, że zawsze będzie już takie „niegrzeczne” i szybko chcesz temu przeciwdziałać. Ale jak ochłoniesz…

Żałujesz, masz poczucie winy, źle Ci z tym i możesz sprawdzić, czy następnym razem pójdzie ci lepiej, czy potrzebujesz czegoś się nauczyć.

Być może potrzebujesz nauczyć się dbać o swoje zasoby, odpuszczania, wybaczania samej sobie?

Być może potrzebujesz dowiedzieć się, czy chcesz się zmieniać i jak?

I co w tym ważnego dla Ciebie?

Po co miałabyś się zmieniać?

Jaka chciałabyś być?

O co chciałabyś zadbać sięgając po nowe strategie i jakie wartości pielęgnować?

Kiedy się nauczysz radzenia sobie z emocjami, dbania o swoje zasoby, co zyska Twoje dziecko, co zyska Twoja relacja?

Zapytaj siebie także, kto będzie Ci bardziej pomocny w procesie zmiany (ktoś kto cię skrytykuje, dokręci przysłowiową śrubę, oceni, czy może ktoś, kto okaże wsparcie, zrozumienie)?

*Być może w tych rozważaniach o sobie, poszukiwaniach odpowiedzi pomoże Ci powrót do swoich dziecięcych doświadczeń.

 

Autor: Wioletta Przenniak-Cołta

Artykuł komentowała: dr nauk o rodzinie Agata Majewska – mama 3-letniej Hani i 5-miesięcznej Róży, autorka bloga o rodzicielstwie „Mama Sowa”

[i] Self-Regulation. Opowieści dla dzieci. O tym, jak działać, gdy emocje biorą górę. Agnieszka Stążka-Gawrysiak

Wystarczy jedno potknięcie

Wystarczy jedno potknięcie

Dostaję od Mam bardzo różne maile, smsy i telefony. Niektóre są pełne radości i spokoju. Niektóre nie.

Wiem, że może być tak, że zanim do mnie napiszesz albo zadzwonisz, albo podzielisz się z kimkolwiek swoim bólem, pewną nieporadnością, czy zagubieniem, często musisz pokonać niewyobrażalny wstyd i lęk przed oceną, przed osądem. Dlatego byś mogła zobaczyć, że nie jesteś sama, że tak miałam ja, tak ma wiele Matek wokół Ciebie, pozwoliłam sobie zamieścić fragmenty korespondencji. Po co? By zachęcić Cię do działania, do sięgania po wsparcie, bo bardzo wierzę, że do wychowania dziecka, jak to się mówi, potrzebna jest cała wioska.

————————

Chciałam już napisać od kilku tygodni, ale też chciałam dać sobie czas, żeby uporządkować myśli. Wydaje mi się, że nie ma, co się wstydzić i że to już najwyższa pora, żeby się z Tobą skontaktować i skorzystać z zaproszenia na konsultację, którą zaproponowałaś w ramach szkoły Rodzenia Miś Kuleczka i wejścia do programu Ludzki Rodzic.

Tak, droga Mamo, kiedy poczujesz, że najwyższa pora, to po prostu sięgnij po telefon, zadzwoń lub napisz! Wstyd odłóż na potem, razem się nim zaopiekujemy.

————————

Mój „problem” zaczął się już w 9-tym miesiącu, kiedy zaczęłam się obawiać, jak odnajdę się w macierzyństwie i czy sprostam roli. I chyba na razie psychicznie nie potrafię temu sprostać. Nie sądziłam, że mnie to spotka, ale trafił mnie potworny baby blues.

Powoli wychodzę na prostą – w pierwszych tygodniach po porodzie płakałam kilka razy na dzień, teraz normą jest płakanie 1-2 razy w tygodniu. Nie wiem, czy to nadal hormony przy karmieniu piersią, ale macierzyństwo wyciągnęło ze mnie i spotęgowało wszystkie moje najgorsze cechy i są dni, w których nie umiem odnaleźć się w nowej sytuacji.

————————

Nie chcę tracić ani jednego dnia więcej z jej życia na przejmowaniu się tym, że jest inaczej niż sobie wyobrażałam!

Nie chcę przejmować się tym, zadręczać, że coś tracę z życia, siedząc w domu, że nie umiem się zająć własnym dzieckiem, że Julka płacze, a ja jej nie umiem uspokoić, że jestem beznadziejną matką, że nie umiem się bawić z moim własnym dzieckiem, że ma asymetrię, a ja nie robię wszystkiego, żeby jak najszybciej to zniwelować.

Nie chcę zadręczać się tym, że moje dziecko nie chce smoczka, a wszyscy dookoła mówią, że to źle, bo jej nie mogę uspokoić. Ani tym, że nie pije z butelki i jak mi pójdzie rozszerzanie diety, skoro nie potrafię dziecka przekonać do picia z czegoś innego niż moja pierś?!

Ani tym, że płacze na każdym spacerze, bo nie znosi gondoli, a wszyscy dookoła powtarzają, że „to dziwne”!

Nie chcę się zamartwiać, że karmię za często, że karmię za rzadko.

I w końcu myśl, że chciałabym być przykładem dla mojej córki, a na razie jestem wrakiem osoby, którą byłam przed tym, jak się pojawiła.

————————

I są dni fantastyczne, kiedy wszystko ogarniam, świetnie się bawimy, cieszę się nią jak nigdy nikim wcześniej, płaczę ze wzruszenia przy jej uśmiechach i chichotach.

Ale wystarczy jedno potknięcie, gorszy dzień, skok rozwojowy, a ja się zupełnie rozklejam i tonę w tych myślach.

Wszystko na raz mnie zamęcza i staję się matką jaką nie chcę być.

————————

Zawsze uważałam się za osobę silną psychicznie (i w życiu, i w pracy), a dziś czuję, że macierzyństwo zamiast mnie wzmocnić i wzbogacić sprawiło, że czuję się słaba i niekompetentna w każdej z moich ról.

Po prostu moje życie teraz jest tak inne od tego, które miałam wcześniej i chcę się nauczyć w pełni z tego cieszyć i zacząć doceniać rolę mamy i cenić czas, który mamy razem.

————————

Mój poród zakończył się cięciem. Nie umiem się z tym pogodzić, chyba zafiksowałam się na tym, że musi być naturalny. Mam wrażenie, że mogłam coś zrobić lepiej, podjąć jakąś lepszą decyzję. I źle mi z tym, bo inne mamy, mówią, że poczekały, że to było lepsze, może ja też coś mogłam zrobić lepiej…

————————

Jeśli masz podobnie, już wiesz, że nie jesteś sama! Rzeczywistość po porodzie może okazać się znacznie trudniejsza i inna niż sobie to wyobrażałaś. Jeśli masz ochotę, potrzebę podzielić się swoją sytuacją, napisz do mnie. Spotkania dla Mam po porodzie – oczyszczalnia i ładowanie akumulatorów!

Możemy wspólnie poszukać rozwiązania, jak poprawić Twoją sytuację i czym zastąpić wyniszczającą samokrytykę.

Nie odpuszczaj w sięganiu po wsparcie.

Do poczytania i pracy własnej polecam książkę „Jak być dobrą dla siebie. Życie bez presji otoczenia, przygnębienia i poczucia winy” Dr Kristin Neff

Nieidealna mama może zmienić Twój świat na lepszy!

Zapytaj o wolne terminy

  






* Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych.

Zapis udany! Dziękujemy